U zarania Świąt ...
Wygląda na to, że tegoroczne Wielkanocne świętowanie będzie ... odświętne bardziej niż zwykle. Już same przygotowania przebiegają w atmosferze podniosłym i w rytmie rzadko spotykanym. Mieszkanie "się wysprzątało", pachnie świeżą pościelą i zasłonami w oknie, meble woniają Pronto, nawet klatka grubej Bernardy z aromatem świeżego peletu. A, jak już mówimy o aromatach, to z kuchni snuja się nuty pieczonego sernika, mazurek też dodaje swoje, a lada chwila do obiadowych zapachów, oprócz rosołu, kapusty i ćwikły dołączy zapach duszonego królika. Wszystko dzieje się już teraz, blisko północy, zanim na dobre Pan nasz zmartwychwstanie.
Udzielam się w miarę. Jednak to Najlepsza z Żon wiedzie prym niepodzielnie, wyganiając mnie wręcz z kuchni. Nie oponuję, wszak żem posłuszny mąż. Jednak zlecenia jedne i drugie przyjmuję, jednakowoż jakichkolwiek zasług sobie nie przypisuję - to scena Najlepszej, jej też chwała i dziękczynienie.
Uhmmm ... doleciały zapachy podsmażanego kicajca.
[minęło parę minut, w trakcie których obierałem ziemniaki gotowane w łupinach]
Łyk śliwowicy ...
I'm back. Z próbką sernika - wszak trza spróbować, czy aby nie mdły. Nie mdły. Królik też nie mdły, choć dopiero właściwy szlif nada mu pobyt w piekarniku.
[minutę później ...]
Mazurek też nie mdły.
Jajca wyświęcone, koszula wyprasowana. Dzieci śpią. Trza by zapakować prezenty. Szczególnie dla Pierworodnej. Mały Grzdyl ma to jeszcze generalnie wszystko ... gdzieś, ale Starsza oczekuje i prezentów i ich poszukiwania w Wielkanocny poranek. Pytanie: gdzie wetknąć pakunek na naszych salonach, aby zabawa w odszukiwanie była udana, hę?
Łyk śliwowicy ...
W nastroju. Świątecznym nastroju. Mam mocne przekonanie, że te Święta będą ... good.
niedziela, 5 kwietnia 2015
piątek, 3 kwietnia 2015
Miód
Jest taka chwila każdego dnia, kiedy jakby nie było dotąd beznadziejnie, smutno i ponuro, to wszystko mija, jak zły sen. To codzienny "powrót taty".
Pikanie domofonu, odgłos otwieranych drzwi sprawia, że najmłodsze w stadzie szczenię porzuca wszystko, aby pognać na spotkanie. Na czterech łapach, na dwóch, nie ważne jak, byle szybko. A na widok przybyłego wywala na swą małą mordkę uśmiech tak szeroki, że ledwo mieszczący się pomiędzy uszami. W swym czystym i doskonałym jeszcze szczenięcym egoizmie, gdzie nie ma miejsca na wyrachowane chwyty i udawaną sympatię, ten widok bezgranicznie uchachanej twarzyczki, sprawia, że ... jest mi dobrze. To taka łyżka miodu, która jest w stanie osłodzić każdy niesmak, udobruchać największą nawet gorycz.
Pikanie domofonu, odgłos otwieranych drzwi sprawia, że najmłodsze w stadzie szczenię porzuca wszystko, aby pognać na spotkanie. Na czterech łapach, na dwóch, nie ważne jak, byle szybko. A na widok przybyłego wywala na swą małą mordkę uśmiech tak szeroki, że ledwo mieszczący się pomiędzy uszami. W swym czystym i doskonałym jeszcze szczenięcym egoizmie, gdzie nie ma miejsca na wyrachowane chwyty i udawaną sympatię, ten widok bezgranicznie uchachanej twarzyczki, sprawia, że ... jest mi dobrze. To taka łyżka miodu, która jest w stanie osłodzić każdy niesmak, udobruchać największą nawet gorycz.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)