To był dobry dzień.
Za nami kilka gorących wrześniowych dni, przed nami kilka kolejnych upalnych. Wrzesień doskonale nadrabia to, czego sierpień nam nie dał. Dzisiejsza sobota nie była inna; słoneczna i gorąca.
Przedpołudniowy rekonesans wielkiej zmiany. Po południu ognisko i kiełbasa pieczona na kiju w towarzystwie. Cały ten dzień naładowany emocjami, dobrymi. Zresztą weekend już wczoraj znamienicie rozpoczęty wieczorowym sushi w dobrym towarzystwie. A jutro zwieńczenie końca tygodnia wyprawą na już ostatnie godziny w tym sezonie nad wodą i z dosmażaniem lica w słońcu.
Opuszczam się w bieganiu. Bardzo. Dokucza mi łydka, kuje mnie w biodrze, co chwilę coś, cały jakiś taki jestem już fizycznie ... "poobijany". Jeszcze bardzo chcę, a już nie bardzo mogę, mimo że sił nie brakuje. Tak między jednym, a drugim treningiem próbuję się pozbierać, pozbyć dolegliwości, potem bieg i ... znowu o kilka dni za długa przerwa. Właśnie czekam na ten dzień kiedy znowu będę mógł wzuć trampki i ruszyć w trasę. Eh, zniechęcające to...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz