Gdzieś pomiędzy siedemnastym, a trzydziesty szóstym zmywanym talerzem, mają doskonałą okazję przypałętać się myśli różne. A że niedziela, to myśli zazwyczaj mało optymistyczne, bo to i poniedziałek jutro, bo to i weekend dogorywa, bo za oknem na dodatek szaro i ponuro, no i garów do zmywania nie ubywa, a wręcz przeciwnie, jakby się mnożyły okupując krawędzie zlewu, jak lemingi szykujące się do skoku w spienione fale lekko-pół-gorących mydlin pachnących kwiatem pomarańczy z nutą granatu. Zdezelowana gąbka drze powierzchnię patelni, nieco mniej zawzięcie pucuje białe talerze, a o garze po rosole nie chce się na razie nawet myśleć.
Nie-nastrój mnie ogarnął w to niedzielne popołudnie. Egzystencjalny. Nie pierwszy raz zastanawiam się nad tym, jak ideał może się tak zdeidealizować. Wychowanie dzieci nie jest może banalne, ale przy dołożeniu odpowiednich starań niemożliwe do spaprania. Wygląda jednak na to, że w pewnym momencie (kiedy?) gdy zrywa się nić porozumienia międzypokoleniowego, które tak doskonale dotychczas (do kiedy?) funkcjonowało, jest wielkie zaskoczenie graniczące z niedowierzaniem. Czy to normalna kolej rzeczy, czy to zmęczenie materiału spowodowane ścieraniem się, dopasowywaniem, naginaniem, przeginaniem, dociskaniem, dokręcaniem, odpuszczaniem, dopieszczaniem, zdzieraniem ...? W każdym bądź razie bez ostrzeżenia coś, kiedyś strzela, coś się łamie, coś się psuje. Można by powiedzieć, że trzeba się tego spodziewać, że taka chwila musi nastąpić wcześniej czy później, ale może naiwność rodzicielska usypia? Bez przygotowania do tego trzeba toczyć partyzanckie potyczki, podjazdową wojnę, w której przecież nijak "wroga" skrzywdzić się nie chce, a jednak trzeba znaleźć się w tej nowej sytuacji, tak niekomfortowej, złej, przykrej. I tak płynie się na tej fali krzyku, pretensji, n-tych upomnień, napomnień, przypomnień. Przeciwnik odpowiada gradem kul, seriami ignorancji, sprzeciwu, olewania, grania na czas i wytacza działa załadowane brakiem szacunku i bezczelności.
Jeśli rodzice sprawiają, że dzieci płaczą, to jacy są, kim są? Jednak gdy to rodzice płaczą z powodu dzieci, to co wtedy ...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz