Siwy włos na
głowie nadaje dostojności, nie świadczy o procesie starzenia –
chce w to wierzyć, bo brzmi to zdecydowanie dobrze. A to, że coraz
trudniej znaleźć odpowiednio ciasną frotkę, aby spiąć
przerzedzone łany na głowie, to pewnie brak witamin, albo cynku.
Podobnie z tym, że czasami coś strzyka w kolanie, albo boli tu i
tam, to nie wina zużycia organizmu, tylko najwyraźniej
przetrenowanie, albo cuś. Nawet dzieci mam jakieś takie jeszcze
niewyrośnięte, co doskonale wpisuje się w teorię o tym, że upływ
czasu nie jest tak dotkliwy, jakby to mogło wynikać z dat.
Wystrzeliwane z kalendarza kartki się mnie nie imają, i już. Nie
zważając na wskazania peselu, odrzucając maskę poprawności i
społeczne nakazy dorosłości – jakkolwiek by brzmiała jej
definicja – i obiektywne rygory do spełnienia dla zapewnienia
egzystencji sobie i rodzinie, ja wciąż jestem mentalnym chłopcem,
Piotrusiem Panem, którego dorosłość uwiera pod pachami. Czasami
chciałbym wydobyć z piwnicznego kąta wytartą skórzaną ramoneskę
i powiosłować gitarą przez jezioro naiwności. Nawet, jeżeli
przez mgłę nie widać drugiego brzegu.
Tam
gdzie zauważam, że mimo wszystko czas jednak płynie, to ubożejący
panteon mych osobistych półbogów, bóstw i bożków. Rok po roku
coraz więcej pozostawia pustych miejsc. Przerzedza się w postępie,
który daje do zrozumienia, że coś jednak jest na rzeczy. Co chwilę
gaśnie na firmamencie jedna z gwiazd, które były od zawsze i
wydawały się być wieczne. Coraz mniej postaci, które odcisnęły
na mnie piętno, ukształtowały czucie kultury i sztuki, podawały
wzorce dla mej wrażliwości, pozycjonowały moje miejsce w świecie
i mimowolnie wytyczyły mój sposób widzenia tego wszystkiego co
mnie otacza. Tak, jak ta rzesza nie mająca pojęcia o moim
istnieniu, tak ja, który zupełnie nieświadomie poddałem się
indoktrynacji i formowaniu płynącemu z ich postaw, działalności,
ekspresji, powiązani byliśmy, jesteśmy, cienkimi acz niezliczonymi
nićmi zależności, których wektor jest jednak jednostronnie
skierowany na mnie. Tak myślę… Chociaż z drugiej strony w fizyce
nic nie pozostaje bez reakcji. Tylko, czy takie niematerialne
współistnienie nie wymyka się prawom fizyki? By
the way. Niewątpliwie zauważam,
że coraz puściej się robi. Co więcej, tych dziur nic nie jest w
stanie załatać. A może po prostu jestem na takim etapie, że nie
potrzebuję już nic nowego, nikogo, nie dostrzegam niczego co by
mogło mieć wpływ na to, kim jestem. To by świadczyło o tym, że
być może jednak … dojrzałem. A to srebro na głowie, to zapłata
losu, za dotychczas przepracowane dniówki.
Pogodynka.
O 5:00 na termometrze 5 st.C, teraz 4 st.C. Taka zima...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz