Jest niedziela. Bardzo leniwa niedziela, w pidżamowym stylu, która nastąpiła po sobotnim, w pełnym tego słowa znaczeniu, wieczorze. To też tłumaczy zupełnie niedzielny charakter tej niedzieli.
Ale do rzeczy.
Łapanie myśli jest czasem, jak łapanie motyli w siatkę. Raz dużo machania, a efekt mizerny. Innym razem jeden strzał, i okaz olśniewającej urody ląduje w sieci. Mam tak jakoś, że takie motyle często latają mi wokół głowy, tyle że raczej rzadko mam siatkę przy sobie. I motyle ulatują. Ulatują odprowadzane tęsknym wzrokiem.
Pamięć jest krótka. Przez ostatni tydzień, takich kolorowych myśli, przemknęło mi przez głowę ... dosyć trochę. Nie wnikając w ich wartość merytoryczną, a jedynie zawieszając oko na barwnych plamkach trzepoczących skrzydeł, mam do siebie mały żal, że nie spisałem ich na gorąco, bo ... dziś już nie istnieją. W wirze tygodnia rozpadły się, rozerwały, a wiatr strącił pył ze skrzydeł motyla. Szkoda.
Chyba jednak daleko mi do tego, aby nagrywać swoje myśli. Owszem, byłoby praktycznie, ale nieco bym sam przed sobą się krępował. Dlaczego ? Ot tak jakoś. Aż tak nie wierzę w wartość spisywanych mych przemyśleń, żeby obwarować je stu procentową skutecznością wyłapywania. Chociaż czasem szkoda dobrze brzmiących fraz, które mogłyby być przyczynkiem do napisaniu kilku dobrych słów, a jednak nikną w niepamięci gdy siadam nad klawiaturą wieczorową porą.
No szkoda. Tak to już jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz