FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Słońce, błękit, morze

Nadmorskiego urlopowania ciąg dalszy ...
Miniona sobota z rana wydawała się mało okazała pod względem pogodowym. Z upływem dnia wypiękniała jednak doskonale. Mimo, że nie był to dziań plażowy, to jednak spędziliśmy ten dzień na plaży. Najpierw Wiktoria z Hanią zgarnęły nagrody w konkursie tanecznym, a potem zalegliśmy na kocu z twarzami wystawionymi do słońca i z piwkiem w rękach wsłuchiwaliśmy się w szum rozpędzonych fal (trochę wiało, ale nie dotkliwie jakoś). 
Niedziela miała być spisana na straty - tak prorokowała prognoza pogody. Chcieliśmy jednak wbić się na chama w okno pogodowe, które miało zagościć w naszych stronach do południa. Okazała się, że gdy południe Polski (w tym Zabrze) zostało zalane wodą, my mieliśmy kolejny plażowy dzień poziom Master. Doskonała pogoda, słońce i błękitne niebo nad głowami, a woda w morzu w najlepszym temperaturowym wydaniu. Poplażowaliśmy prawie do 16:00, z obiadem na plaży (pizza). Ten dzień plażowy, kończący pierwszy nasz tydzień, dostojnie dołączył do trzech doskonałych z początku tygodnia.
Poniedziałek. W nocy lało niemożebnie. Deszcz dudnił z siłą wodospadu o dach naszej hacjendy. Rano niebo było sine i nic nie wskazywało na to, że coś z tego dnia da się "wyciągnąć". A tu proszę! Jeszcze przed południem niebo się wyczyściło i raczy nas błękitem w najlepszym wydaniu. Tylko wieje. Bardzo. Na plaży byliśmy tylko zobaczyć wzburzone morze w kolorze khaki. Ale poza plażą wiatr tak nie doskwiera, choć jest to zdecydowanie najbardziej wydmuchany dzień naszego pobytu. Plany na najbliższe godziny są. Na pewno jedziemy do Jastrzębiej Góry do Baru Max. A potem ... potem się okaże, może jeszcze wyskoczymy w kierunku Helu, żeby wieczór spędzić w Jastarni przy muzyce G.A.S.P. - to taki plan max na dzisiaj.

Coś zasłyszanego, wartego przytoczenia, bo fajne :))
Ranek. Dwa domki dalej dwóch przedstawiciele klasy wyższej, ekskluzywnej, rodem ze stolicy (wnioskuję po rejestracjach na W), sprawiających wrażenie "lepszych od innych". To tacy, których jak spotykasz w kolejce w sklepie, to wiesz, że szybko nie zrobisz zakupów, bo będą gwiazdorzyć, wybrzydzać i demonstrować swoją "wyższosferowość". Rozmowa rozwija się w kierunku ekonomiczno-gastronomiczym. Gdzie najbliższa Biedronka (pan wyglądający na "najwyższą sferę" doskonale obeznany w temacie), oraz jak można przyoszczędzić kupując porcję ryby, czy kotleta i dzielić ją na pół z małżonką, "no bo 200 g na dwoje aż nadto". Ale to nic, bo potem był hit :)) Pan, ten obeznany z lokalizacji Biedronek w okolicy, otrzymuje telefon (albo sam dzwoni - nie wiem), rzuca do słuchawki "Wiesz co, dogadamy wszystko, jak wrócę do Polski". Ha, ha, ha ... !!! :D Ale jaja! Facet siedzi na mocno-ekonomiczno-oszczędnym turnusie w lokalu w mało wypasionym kurorcie nad Bałtykiem :D :D :D, a gwiazdorzy, jakby wygrzewał się przynajmniej na tarasie apartamentu w Monaco :))). Rozwala mnie coś takiego, a na faceta do końca pobytu będę mógł patrzyć jeno z nie do opanowania grymasem zniesmaczenia. Tak to bywa ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz