FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

środa, 3 maja 2017

Pomajówkowane

Taaaaaak. Długi weekend majowy A.D.2017 przeszedł do historii.
Tradycji stało się zadość, więc spędziliśmy cztery dni i noce w Kudowie Zdrój. To miejsce, które na stałe wpisało się w naszą mapę "miejsc swojskich". Jak w zeszłym roku, tak i teraz mieliśmy miłe towarzystwo w hedonistycznym przeżywaniu najpiękniejszych dni wiosny. Ale pierwszy raz zmieniliśmy miejsce zakotwiczenia. Jako, że poprzednia miejscówka okazała się niedostępna (niestety dogorywa w tym roku...), trzeba było poszukać coś innego. No i znaleźliśmy coś całkiem przyzwoitego, po przeciwnej stronie Kudowy, mniej więcej w takiej samej odległości od serca miejscowości, czyli Parku Zdrojowego. 
Domek, a właściwie apartament w zabudowie szeregowej, która mieściła trzy podobne lokale. Na wyposażeniu dwie sypialnie, łazienka i aneks kuchenny - o szczegółach zaraz, bo ważne 😃 Osobne wejście z dworu, z brukowanego placyku. Na terenie mały plac zabaw dla dzieci, mały parking, miejsce na ognisko, trochę trawy. Do wspólnego korzystania sprzęt sportowy (jaki-taki), dwa całkiem porządne gazowe grille (na trzy ekipy). Okolica spokojna, z daleka od głównej drogi, pod lasem - dosłownie pod lasem, bo dwa metry za płotem regularny las, z którego mieliśmy towarzystwo w postaci mrówek. 
Teraz wrócę do szczegółów o samym domku vel apartamencie. Może nie dość dokładnie przestudiowałem ofertę, albo była tak sprytnie zrobiona, że przeoczyłem fakt, iż aneks kuchenny nie jest wyposażony w żaden palnik, piecyk, czy płytę grzejną. Cała reszta ok, ale kuchenka mikrofalowa nie rekompensuje braku miejsca do gotowania 😉. Jakoś tez nie doczytałem, że dwie sypialnie i salon są na tym samym poziomie. A jak już o nich, to nie chciałbym w nich spać w środku lata - klitki tak male, że nawet podczas chłodnego majowego weekendu było duszno straszecznie. Miejsca tyle, że na łóżka jedynie plac (+szafa na docisk). Ktoś sprytnie fotografował te miejsca na stronkę z ogłoszeniem, bo wszystkie pomieszczenia wyglądały w ofercie na duuuuużo większe - szeroki kąt rządzi! 😀To tyle, jeśli chodzi o narzekanie. Sam lokalik czysty, świeży, widać, że w miarę nowy i dostatecznie wyposażony w to co potrzeba (pomijając ewentualne chęci gotowania przez gości). Cena dla jednej przeciętnej rodziny dosyć zaporowa, ale w dwie ekipy przyjazd robi się całkiem atrakcyjny. Do ceny trzeba doliczyć dodatkowe myto za prąd- w naszym przypadku 15 PLN/dzień extra. Właściciele nie ukrywają tego, ale trochę to nieuczciwe, że pozycjonują swoją ofertę wyciągając z ceny koszt energii; no nieelegancko jakoś to wygląda.
Pobyt. Ufff, cóż tu powiedzieć. Pojechaliśmy tam wypoczywać i zażywać lenistwa. Zupełnie z planu wykreślając jakiekolwiek atrakcje, a skupiając się jedynie na konsumowaniu weekendu, w pełnym tego słowa znaczeniu. Dla przyzwoitości przespacerowaliśmy się po Parku, wypiliśmy pivo w knajpie w czeskiej Małej Cermnej, a jedyny wyjazd był do czeskiego marketu na zakupy 😉. Powyższe założenia i ich konsekwentna realizacja sprawiły, że to był niesamowicie leniwy, konsumpcyjny, chilloutowy weekend, od pierwszych do ostatnich godzin. Brawo my! Do tego pogoda słoneczna, choć nieco chłodna, która zachęcała do wystawiania pysków do słońca.
Ostatni dzień to tradycyjne łowy na czeskie rarytasy. Ołomuckie twarożki, hermeliny, kofola, spekaczki, absynt (tradycyjnie), no i piwo, piwo, piwo ... duuuużo piwa, bo trudno się nasycić czeskim chmielowym napitkiem w takim wyborze. Acha, no i ketchup, taki jak pamiętam(y) z dzieciństwa😉. I Lentilky! -must have.
I po weekendzie. Jak zwykle o tej porze trochę smutno, bo emocje jeszcze grają. Ale już za rok.... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz