Trzy dni się zbierałem, żeby dokonać mojego osobistego coming out'u. W końcu to z siebie wyrzucę, wydalę, wykrzyczę. Zrzucę ten ciężar nieludzki. Otóż trzy dni temu ... pizło mi 40. Uff... ulżyło. Teraz już świat niech o mnie wie.
I co ? I ... i ... i chyba nic. Jest gorzej ? Jest inaczej ? ... Chyba nie. A przynajmniej nie jest gorzej niż w ostatnim dniu 39-ego roku. Pierwszy dzień 40-ego jest zupełnie taki sam. Podobnie drugi i trzeci ... Inna sprawa, że do tego momentu byłem w sumie przygotowany, a przynajmniej tak mi się wydaje (wydawało ?). A jeśli nie przygotowany, to świadomy tego faktu, że oto zbliża się ten dzień. Trochę nawet się tym przejmowałem (nadal przejmuję ?). Dobra, powiem wprost, nie cieszy mnie to. Ani trochę. Cóż, jest jak jest. I chyba zrezygnuję z rozpisywania się na ten temat, choć miałem w zamiarze nieco egzystencjalnie "pojechać" po temacie. Chyba nie czas na to, jeszcze nie mam tego w głowie poukładanego. Może kiedyś ...
A tymczasem we wszechświecie i okolicach.
- wczoraj Polska zremisowała ze Szkotami 2:2 ... I nadal mamy szansę na awans do przyszłorocznych Mistrzostw Europy w piłkę kopaną
- pogoda rześka, ale przyjemna. Słonecznie, temperatura ok 12-13 st.C. Wciąż sucho. Kiedy to ostatnio padało ...?
- zdechła kolejna rybka w akwarium - pozostało żywych 8.
- podczas dzisiejszej kąpieli moja mądrość została skrócona o jakieś 10 cm (bo końcówki jakieś takie... )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz