FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Smuta

Tak się jako porobiło, że z początkiem roku mrozy dają nam się we znaki. Dwucyfrowe liczby poniżej zera ni stąd ni zowąd dobrały nam się do skóry. To, że rury pękają - to raz, to że z domu wyjść się nie chce - to dwa, ale to że akumulator w samochodzie zdechł - to trzy bardzo bolesne. Ale nie o temperaturze chciałem, i nie o zatroskanym wyglądaniu na oszroniony świat za oknem. Natomiast taka krótka refleksja na dzisiaj. 
Zauważyliście, że jeszcze parę miesięcy temu Polacy nie rozmawiali o polityce? Poglądy i sympatie polityczne były czymś osobistym, nikt się nie afiszował zdaniem na temat (poza oczywiście zawodowymi politykami, pieniaczami, aferzystami itp. itd ...) z kim, kogo, po co i dlaczego w polityce widzi lub nie. Był taki zdrowy układ, że sprawa własnej politycznej alkowy była zasłonięta dla gawiedzi. Teraz jest inaczej. Aktywacja społeczna (i polityczna) Polaków rozpętana zdarzeniami, których przytaczać już mi się nie chce (kto by nie wiedział o co chodzi...?), jest faktem niezaprzeczalnym. Wojna Polsko-Polska tak skutecznie podsycana przez obydwie strony, trwa, ba, ma się doskonale. Niepokojące jest to, że wojna, która oddolnie wybuchła, potem odbiła się od elit (za przeproszeniem), by powrócić do maluczkich, wśród których zaczyna zbierać jednostkowe, nazwane z imienia i nazwiska, ofiary. Kowalski z Nowakiem wymieniają swe polityczne poglądy, biorą się za łby, tarmoszą swoją godność w imię ... No właśnie, w czyje imię? Ktoś tam na górze obserwuje i zaciera ręce, bo nic tak nie cieszy, jak to, że poddani walczą między sobą, a nie z władzą (jaka by nie była). Polacy dali się podpuścić. I zanim ta rozpędzona machina, miażdżąc po drodze niejedno istnienie (dosłownie lub nie), się zatrzyma, to minie jeszcze sporo dni w tych czasach naszej czarnej narodowej smuty. Opamiętania nam trzeba. Ale w gorących rodakach głowach prędzej bratobójcze mordobicie prorokuję, niż otrzeźwienie styczniowymi mrozami.
Po co to wszystko? 
Mleko się już rozlało. Przy okazji szybko zaczęło śmierdzieć, bo rozlane na gorący piec i wszędzie unosi się już nieznośny swąd spalenizny - cytując klasyka, czuć "dymem z bratnich ciał". Obawiam się, że samo wietrzenie i otwieranie okien nie przewietrzy nam w głowach. Niesmak w ustach i niestrawność będzie trzeba jakoś przeboleć. Czas leczy rany, a doświadczenie, zwłaszcza bolesne, najlepszą naukę daje na przyszłość.

(Idę sobie zrobić kawę. Z mlekiem.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz