Czas zapierdala. Żadne to odkrycie. Natomiast nie jest już tak oczywiste, że czas jest wartością niezmienną i bezwzględną. Nie, no owszem, jest bezwzględny w sensie metafizycznym, bo dojeżdża każdego, ale dla każdego waży inaczej. Powiedzieć: "nie mam czasu", wcale nie jest takie irracjonalne, czy banalne. Ważne jest bowiem na co "posiadany" czas można zamienić, czym go wypełnić, ile się zmieści w tym dniu, godzinie, minucie. Wycisnąć z czasu max, przegrzać silnik, wykręcić obroty na czerwone pole...i zatrzeć ... się.
Upływ czasu nie jest linearny, nie biegnie niezmiennie z tą samą prędkością. Wręcz przeciwnie. Im więcej go upływa, tym szybciej zapierdala. Kartki kalendarza spadają, jak liście z drzew podczas listopadowej zawieruchy. Im więcej na liczniku zliczonych dni, tym każdy następny mija szybciej. W pewnym momencie nie odhaczasz lat, nie liczysz miesięcy, nie odnotowujesz dni, tylko ... odliczasz minuty. Z potoku czasu wyłapujesz już tylko te minuty i nimi zaczynasz żyć. Stają się wartością do ogarnięcia, czymś bardziej namacalnym nawet od zwykłej godziny.
Życie liczone w minutach. Ja pierdole! Idę spać ...
Dobrych nocnych minut.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz