Jak co roku ...
Polacy tłumnie nawiedzili w ten szczególny dzień, te szczególne miejsca zadumy i pamięci. Towarzyszyła temu równie szczególna i podniosła atmosfera bazarowego gwaru i odpustowej tandety wokół cmentarzy. Wszelaka straganowa badziew, słodycze spod znaku "lepiej nie wiedzieć co w tym", baloniki w kształcie disneyowskich postaci i co tam jeszcze. I tego dnia, jak co roku, od lat, wspominam lata tak odległe, że prawie nieprawdziwe, kiedy na cmentarzu czuć było oprócz zapachu wosku także świąteczną, podniosłą atmosferę.
Tak sobie dzisiaj wykoncypowałem pewną myśl, narysowałem bardzo ciekawy potencjalny obraz pod tytułem: "już za rok, lub dwa...", kiedy to chłonąłem oczyma swymi cały ten kolorowy, impresjonistycznie malarski pejzaż. Te wszech kolorowe znicze i lampiony, gipsowe figurki, porcelanowe aniołki, plastikowe tęczowe kwiaty i żywe chryzantemy, które nigdy nie stały na fortepianie. W całym tym harmidrze brakowało jednego: muzyki. Skoro bateryjne ogniwa zasilają wieczne lampiony, to dlaczego nie wpakować w nie pozytywek, albo i empetrójek w droższych wersjach? Ha! Skoro pod kolor można stroić nagrobki w barwach ulubionych przez lokatora, to może mu uprzyjemnić wieczny spoczynek odpowiednią melodyjką ulubioną z czasów jego żywych. To jest myśl! Oczami wyobraźni (a właściwie uszami) wizualizuję sobie taki oto obraz: późny wieczór, łuna kolorowych świateł nad cmentarzem, a tu znad jednego nagrobka sączą się nuty fugi Bacha, znad innego dobiega "Highway to hell", a gdzieś jeszcze indziej wesoło pomykają takty "Parostatku". Ale by było fajowo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz