Dzień drugi...
Nienormalne czasy wywołują irracjonalne zachowania. Ja na ten przykład całą sobotę poświęciłem odchamianiu pokoju dzieciaków. Z odkurzaczem, wiadrem i szmatą, uzbrojony w domestosa, zaglądałem w takie miejsca, gdzie przez ostatnie jakieś czterdzieści siedem lat nie dochodziło światło, powietrze, ni żadna istota żywa większa od roztocza. Ale było fajnie! Ekscytująca wyprawa w nieznane. Ręce mam zżarte przez ten chlor, paluchy pocięte podczas dezaktywacji tony rzeczy sklasyfikowanych, jako zupełnie nieużytecznych, a oczy podkrążone od zapijania kurzu kolejna porcją sławnej kuropatwy. I już się zastanawiam, czy aby i dzień święty nie poświęcić na kolejny etap tej podróży w nieznane. Większość już bowiem ogarnięta, ale coś tam do odkrycia jeszcze pozostało. Tylko "kuropatwy", ubywa zdecydowanie zbyt szybko. Jak tak dalej pójdzie, to na te złe czasy nie mamy zbyt mało jedzenia (tylko cola jest reglamentowana, bo "do drinków"), nie skończy się papier toaletowy, a środków do dezynfekcji duszy może zabraknąć. To sytuacja niebezpieczna, a przynajmniej niekomfortowa.
Jeszcze TV dzisiaj nie włączyłem. Jednak cholerny telefon w łapach już miałem. A tam temat wiadomy wałkowany przez wszystkich. Co więcej, same "experty" od zwalczania chorób zakaźnych. To, że maluczcy, jako ja, dyskutuja i kombinują, to ok - taka ludzka natura, że ciekawość zmieszana ze strachem płodzi teorie niesamowite i domorosłe pomysły na walkę z koronawirusem, ba, często całkiem sensowne. To, że powielane są te teksty, bo jeden z drugim wciska knefel udostępnij, no cóż, każdemu wolno mniemać, ze to ON, jako pierwszy odkrył ten tekst, tego linka, tę stronę, więc dzieli się i tym samym ratuje ludzkość przed wymarciem. To, że po raz kolejny tępe pindy, rozpaczają i wołają o pomoc, bo "... nie utrzymam dzieciaka w domu! Poradźcie gdzie wyjść aby się wyhasał" - to już wqrwia; tak po ludzku, po prostu. Natomiast najbardziej mnie wqrwiają wszelkie a'la medyczne strony vel portale, które płodzą (lub kopiują) porady dla ludzkości i podpisują je imieniem i nazwiskiem eksperta z tytułami i stanowiskami na trzy linijki, żeby dodać powagi podawanemu tekstowi. Tekstowi, który dla naprawdę minimalnie inteligentnego odbiorcy, takiego co to jeszcze się nie obudził i nie jarzy zbytnio, albo za kuzyna ma chomika, albo cuś, bez krztyny wątpliwości jest ... hmm ... głupi.
Tyle się mówi, żeby nie popełnić błędów Włochów. Żeby siedzieć w domu na dupie i nie wychylać nosa bez realnej potrzeby. A po pierwszym szoku, gdy emocje już nieco zostały opanowane, już pojawiają się rady typu: "... jak nie masz objawów, jesteś zdrowy, możesz bezpiecznie odwiedzić z dziećmi dziadków" (!). I nie pisze to Andżela w grupie "Szlachta nie pracuje", tyko radę taką wstawia pani dochtur o siedmiu tytułach i dwunastu instytutach. No qrwa mać! Jak siedzieć na dupie w domu, to siedzieć! Przesiedźcie w domu, jak najdłużej. Broń Boże nie odwiedzajcie ludzi starszych i schorowanych! Skąd wiesz, że nie jesteś zakażony, hę? W ostatnich dniach nie byłaś/byłeś na zakupach? Nie dotykałeś klamek, wózków w sklepach, a nawet jeżeli do dasz sobie łeb uciąć, że nie dotykałeś potem ust, nie drapałeś się środkowym palcem po oku? A może nie byłeś w pracy, nie przechodziłeś obok innych ludzi, nie rozmawiałeś? A Twoje dzieci? Pewnie tydzień temu były jeszcze w przedszkolu, albo szkole, co nie? I są na sto procent zdrowe, prawda? Bo obracały się jedynie w sterylnych warunkach bez żadnych interakcji z rówieśnikami, rodzicami, znajomymi rodziców, panią kasjerką w Lidlu itd. Siedź qrwa w domu! Otwórz okna, wpuść świeżego wiosennego powietrza, ale nie wychodź. Niech dzieci też siedzą, ba, zwłaszcza one, bo są najbardziej podejrzane i po prostu niebezpieczne - jakkolwiek to brzmi, to tak jest. To tyle w ramach kolejnego apelu. Sorry, że w ogóle, ale ...
Z kuchni pachnie gotujący się rosół. Jesteśmy po wykwintnym śniadaniu wyszykowanym przez Najlepszą z Żon. TV raczej nadal nie odpalam, bo i po co; może później. Najmłodszy siedzi w telefonie, który robi mu sieczkę z mózgu, ale przynajmniej mam możliwość napisanie tych kilku słów. Pewnie, jak odejdę od laptopa, to nie obronię się przed milionem pomysłów, tysiącem klocków, grami itp. Jedno jest pewne - ta niedziela będzie baaaaardzo rodzinna. Wesoła, czy nie, ale w gronie rodzinnym level max.
#covid19
Pogodynka.
Za oknem słońce na błękitnym niebie, temperatura 9 st.C, wieje. Ulice puste.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz