Pogoda jakaś niezdecydowana taka. Niby ciepło, na termometrze 32 st.C, ale od rana wszystko jakieś przymglone, przymulone, bez barw. Słońce nie może się zdecydować czy świecić, jak należy, czy popierdywać jeno zza cienkich chmurek. Góry cały czas za welonem ni to mgły, ni czegoś innego co odbiera im barw i wyrazistości. I tak od rana. Mimo, że słońce już dawno zenit minęło, wciąż bardziej na dworze, jakby dopiero dzień się budził. Pilska dzisiaj w ogóle nie widać, a to właśnie ono jest zworką tych górek dokoła, z tymi tam dalej, pełnymi przygody i uniesień. Po pięknej, ciepłej (20-21 st.C) i rozświetlonej księżycem w pełni nocy, dzień jakby ospały, leniwy, bez chęci na fajerwerki. Powietrze gęste i ciężkie, co może dziwić, bo wiaterek lekki kołysze okoliczną zieleniną.
W atmosferze tego gorącego dusznego dnia celebrujemy pożegnanie wakacji, a właściwie to już lata. Nie ważne ile jeszcze ciepłych dni przed nami. Kiedy kończy się sierpień, wtedy w powietrzu zaczynają być wyczuwalne pierwsze aromaty jesieni. Może jeszcze nie dziś, i nie jutro, ale noce zaczną być chłodne i poprzetykane zapachami opadłych liści. Ale to jeszcze trochę. Na razie upajam się już ostatnim weekendem w Międzybrodku. Staram się naładować dobrą energią płynąca z tego miejsca, z tych gór, z tych łąk i lasów, znad tego jeziora w dole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz