To żadne odkrycie, czy rewolucyjna teza. Mądrzejsi ode mnie już dawno to odkryli. Ja tylko mogę się podpisać pod tą prawdą starą, jak świat: kobiety są z natury złe. I nic tego nie zmieni, ani to że je tak bezgranicznie kochamy, że je tak uwielbiamy, hołubimy, zabijamy się dla nich i robimy absolutnie wszystko aby przychylić im nieba i miłością zwalczyć ich naturę.
Zanim na mnie runie huragan nienawiści wygenerowany przez połowę z okładem populacji gatunku, zanim żądza mej krwi utoczy jej ostatnią kroplę, przyznaję, tak!, jestem męską szowinistyczną świnią, ale zdania nie zmienię. Dyskutować nie zamierzam, bo z faktami (jak z kobietami) się nie dyskutuje. Argumentów przytaczać nie będę, bo dogmaty tego nie wymagają. Rozprawy nijakiej na ten temat, też poczynić nie pragnę. To jedynie taka refleksja napędzana życiem i obecnością w pobliżu samiczki w okresie dojrzewania do pełnej kobiecej postaci (drżę!), tak uwypukla tę prawdę znaną od zarania dziejów.
Faceci to mają jednak prze***e. Nie dość, że nas mniej, nie dość że fizycznie jesteśmy mniej wytrzymali na ból (istnienia), nie dość że nasza łagodna natura stawia nas na z góry przegranej pozycji w tym starciu, to jeszcze dziejowy spisek (skąd się to wzięło???) przypina nam łatę agresora.
Pomocy!!! Czasami po prostu nie ogarniam bycia po drugiej stronie barykady ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz