To tak oto mamy ten 2018 rok ... hmm ...
Sylwester spędzony w przemiłym towarzystwie, przy akompaniamencie ogólnej wesołości w doskonałej atmosferze. Kładłem się spać o porze, która bardziej kojarzy mi się ze wstawaniem w dni powszednie. Co więcej, łóżko powitałem w pełni władz umysłowych i z niezachwianą fizycznością. Takie zdrowe witanie nowego roku miałem w założeniu i też pierwszy punkt na liście "do zrobienia w 2018" odhaczyłem, jako pomyślnie zrealizowany.
W 2018 obudziłem się nieco później niż zwykle, choć od "średniej świątecznej" zbytnio pora nie odbiegała. Natomiast ulotnił się śródnocny nastrój zabawy. Otworzyłem oczy z lekkim niepokojem istnienia, że się tak wyrażę. Włączył mi się tryb ... czuwania. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nowy kalendarz sprawił, że ostatni tydzień luzu gdzieś się ulotnił. Nie lubię takiego stanu. Gdzie z tyłu głowy, jak chmurki zaczęły wyskakiwać natrętne myśli o charakterze tak powszednim, że aż nieprzyzwoitym.
Jaki będzie ten rok???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz