Zaczynam już tak na serio odliczać czas do ...
... urlopu. I wali mnie to - sorry za określenie, ale tylko to mi pasuje - co będzie po. Na syndrom "after that" przyjdzie czas. Teraz liczy się tylko jedno - właśnie to odliczanie i perspektywa wyłożenia się w piach gdzieś tam 650 km stąd. I jak się już w ten piach walnę, to tak przeleżę całe dwa tygodnie wgapiony w niebo bez względu na to czy będą ganały po błękicie białe obłoczki, czy toczyły się bure tabuny wrednych chmurzysk. Mam to gdzieś, i wali mnie to (znowu?!). Taki jakiś jestem dzisiaj wulgarno-asertywny wobec najbliższej przyszłości . A co! Kto mi zabroni ?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz