FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

niedziela, 17 czerwca 2012

Weekend na 105%

Poza emocjami piłkarskimi jest jeszcze inny świat.
   Śmiało mogę powiedzieć, że to był weekend nie na sto, ale aż na sto pięć procent wykorzystany. Zacząłem go w miarę fatalnie, bo zaciągnąłem córę do pracy. Przydusiłem się do tego, aby spędzić sobotnie przedpołudnie na papierkowej robocie, której już pomału nie ogarniam wszelakimi zmysłami. Wiedziałem, że zabranie małej do biura jest ryzykowne, ale i tak zaczęła się nudzić "dopiero" po pół godzinie. Wytrzymała jednak trzy godzinki, więc co nieco zrobiłem. 
   W drodze z pracy wstąpiliśmy do sklepu po coś do prania tapicerki samochodowej, żeby później, korzystając z pięknej pogody, poczynić czyszczenie foteli ze skutkiem o tyle pozytywnym, co na pewno nie tak zupełnie satysfakcjonującym, jakiego się spodziewałem. 
   Gdy wróciliśmy do domu, małżonka moja rzuciła luźny pomysł mający na celu zdyskredytować potrzebę sobotniego sprzątania mieszkania. O dziwo, pomysł ten gdzieś kołatał się już też i pod moją czaszką i to od samego rana, gdy tylko słońce rozpoczęło swój gorący spektakl za oknem. Nie minęło wiele czasu, a już byliśmy w trakcie niezbędnych zakupów mających zapewnić odpowiednią oprawę na mecz Polska-Czechy, tyle że oglądany ... w Międzybrodziu. Tak ! Właśnie w Międzybrodziu. Nawrzucaliśmy co trzeba, i nie tylko, do samochodu i pognaliśmy na południe. Droga była świetna, bo ulice już wyludnione przed piłkarskim wieczorem. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz udało mi się zrobić drogę "od drzwi, do drzwi" w 1 godzinę 25 minut. No ale nie staliśmy w ani jednym korku ! 
   Dotarliśmy na miejsce szybko i zwinnie robiąc niespodziankę mamie, która od półtorej tygodnia wczasuje się w Międzybrodziu. Po rozpakowaniu, rozpieczętowaniu piwa, rozpaleniu grilla, można było zrzucić z siebie brzemię codzienności i oddać się napawaniu się przyrodą, śpiewem ptaków i wiejską ciszą mąconą jedynie szumem wiatru w koronach drzew. Powiem tylko tyle, że mecz w międzyczasie był li tylko dodatkiem do tego fantastycznego wieczora spędzonego na pogaduchach i oglądaniu gwiazd - już dawno nie oglądałem tak ugwieżdżonego nieba; fantastyczna była widoczność - który przeciągnął sie do drugiej nad ranem.
   Niedziela obudziała nas dość wcześnie wyganiając z wyra. Od nagrzewającego się dachu zrobiło się nieznośnie gorąc na antresoli na której spaliśmy. Potem okazało się, że była to tylko zapowiedź jeszcze gorętszego dnia. Niedziela była fantastycznie gorąca i słoneczna - tak jak lubię. Nic tylko leżeć na trawie i gapić się w blękitne niebo.
   Tak sobie myślę, że dla psychicznego zdrowia ten wypad był, jak najlepszy lek. Jestem fantastycznie wykończony gorącem, długimi spacerami nad jezioro czy też na lody z córą. W zamian głowę mam wypoczętą, mózg zresetowany, myśli poukładane i dozę spokoju, jako dobry zaczyn na nowy tydzień. 
   Gdybym tylko mógł, to każdy tydzień tak bym kończył. Fajnie by było, oj fajnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz