Sobota za oknem w okowach mrozu. Śniegu nie przybyło, ale samochody przy ulicy pokryte paskudną warstwą szadzi. Na oko widać, że mrozik tęgi. Na termometrze niby tylko -8 st.C; ale z doświadczenia wiem, że nasz termometr - grzejący sie ciepłem budynku - optymistyczne zawyża temperaturkę o jakieś trzy stopnie. Jest więc nieprzyzwoicie zimno.
Tuśka jeszcze kima. Ja wstalem, bo czeka mnie lada chwila wyprawa do piwnicy i wiercenie dziurek pod haki w suszarni, którą z inicjatywy sąsiadki organizujemy w pomieszczeniu byłej pralni.
Na razie ta cicha, mroźna i słoneczna sobota, zapowiada się całkiem, całkiem. Być może nastrój tej błogości zaburzy wyprawa do jakiegoś marketu na zakupy - to nigdy dobrze nie wpływa na mnie osobiście, jak i na relacje rodzinne naszego stadka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz