FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

niedziela, 15 września 2013

114=3,6 ... Niedzielna nawałnica

Zaspaliśmy. Tzn ja zaspałem, bo uwierzyłem w to, że "jeszcze chwileczkę" będzie trwało 5 minut, a nie dodatkową godzinę :)) Ta godzina, jak się później okazało, miała poważne następstwa. 
Tuśka do babci. My w drogę. Jest niedzielny wczesny poranek, a na drogach ruch jak w środku dnia. WTF ?! Ano naród napiera w lasy. I to tłumnie, jak nigdy dotąd. Kiedy już dotarliśmy na parking, a nawet wcześniej, gdy mijaliśmy poszczególne leśne miejsca postojowe, mina nam zrzedła paskudnie. Tam gdzie się zatrzymaliśmy było już trzydzieści samochodów ... No normalnie, jak parking przed marketem w niedzielne popołudnie :)) 
Ale co było robić - gumiaki na nogi i w las. Za późno ! Cholera, za późno ... Kiedy my dopiero co deptaliśmy pierwsze zroszone jagodziny, na przeciwko nam szła już wataha z pełnymi wiadrami, koszami, torbami. I jaki byśmy nie obrali kierunek, to zawsze ktoś na przeciwko nam wyłaził zza drzew. A my nie dość, że szarpaliśmy się to tu, to tam, nie dość, że akurat dzisiaj wybraliśmy "nietypowy" mało znany kierunek, to przyszło nam zbierać to, co ktoś przeoczył. Mega frustrująca sytuacja. Z drugiej strony, nawet te setki ludzi w lesie nie było w stanie wyzbierać wszystkiego, więc koniec końców nazbieraliśmy dzisiaj ok 3,6 kg, na które po połowie złożyły się ciężkie kozaki, eleganckie podgrzybki i jeden maślak - wszystkiego 114 sztuk. Nie dużo, ale i nie mało. Tyle co we wczorajsze popołudnie :) Ale oprócz ludzi z pełnymi koszami spotykaliśmy też takich z zupełnie próżnymi, więc nie ma co narzekać.
Tak sobie myślę, że grzybobranie ma w sobie coś ze sportu. Albo nawet jest namiastką polowania. Przykładając odpowiednią skalę, stawiając właściwy cudzysłów, zbieranie grzybów daje strzał adrenaliny - szczególnie, jak wokół ciebie krążą podobni tobie żądni grzybów zbieracze ;) 
Po powrocie do domu, szybki obiadek, odebrać Tuśkę i w gościnę. Kolejne godziny spędzone na łonie natury - tym razem na ogródku u siostry i szwagra. To zwieńczenie niedzieli jedynie potwierdziło, że fajny to był dzionek. Nogi bolą, ale pogoda i zapachy lasu - już nawet pomijając zebrane dobroci - "do ukochania". Takiej jesieni, to się po prostu chce. I oby taka była.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz