Kto by pomyślał, że jadąc na grzyby będziemy przecierać oczy, bynajmniej nie z niewyspania, a z powodu tego co pokazuje termometr. Czy to aby wrzesień jeszcze ? No bo jak wytłumaczyć to że jest -1,5 st C. Tak, tak - minus, poniżej zera ! Się wybraliśmy, cholera ! ;) Ale nie my jedni - jak się później okazało. Co tu dużo mówić: ochota była wielka, a rzeczywistość ją przytępiła, ba, właściwie, to zmroziła. W lesie zimno. Ale sucho - no bo ten mróz ;) I w miarę pusto, bo byliśmy zaraz, jak sie tylko mrok ulotnił. No to dawaj wiadra w dłoń i ...
Minęło półtorej godziny wałęsania się po mglistym lesie. Zziębnięci, ciut już zniechęceni, pociągający nosem (bo w gumiakach zimno), a wiaderkach ledwie dno zakryte. I w tym miejscu powinna zacząć się historia taka oto:
"Wtem, kiedy już wszelaka nadzieja umarła, nagle natrafili na zagajniki tajemniczy i magiczny, a w nim runo zasłane wręcz aksamitnymi kapeluszami podgrzybków, prawdziwków, kozaków. Gdzie się nie odwrócili, tam z uśmiechem wyzierały ku nim przepięknej urody grzyby małe i duże. Nuże więc zbierać ! W jednej chwili znikło zmęczenie wcześniejszą plątaniną po lesie nabyte, a chłód ulotnił się, jak pod wpływem słonecznych promieni. Wiadra zaczęły się napełniać i wnet nie było gdzie upychać kolejne piękne okazy. Taką oto nagrodę, za wytrwałość swą wielką, od leśnych duszków dostali...".
Ale to nie ta bajka, niestety ...
Długo nie zabawiliśmy w tym pustym, zimnym lesie. Ze spuszczonymi łbami powlekliśmy się leśnym duktem ku parkingowi. Wszystko co uzbieraliśmy, to 63 szt ( w tym jeden prawdziwek), a na wadze dało to 1,5 kg.
Porażka. Powrót na tarczy.
Co na pocieszenie ? Może tylko tyle, że spotykani po drodze grzybiarze, też puste kosze mieli. Ale marna taka radość z czyjegoś nieszczęścia ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz