FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Cierpliwość

No, co jest z tym poniedziałkiem??? Chyba mam nabytą alergię na ten dzień tygodnia. Patrzeć tylko, jak w końcu będę co tydzień dostawał wysypki, swędzenia spojówek i astmatycznych duszności. No po prostu nie trawię początku tygodnia! Z całym bagażem poprzedniego, z iluzją weekendowego resetu, z świeżą, parującą jeszcze kupą nowości. Jestem za stary, żeby ładować w siebie te wszystkie emocje i wydalać jeno chmurkę idyllicznego spokoju, jako produktu przemiany tej emocjonalnej materii. Wręcz przeciwnie. Wkurw mnie coraz skuteczniej ogarnia, bo bez niego pewnych sytuacji nie byłbym w stanie strawić. To taki bardzo nieprzyjemny, ale jednak zawór bezpieczeństwa. Bo brak cierpliwości.
O! A jak już o emocjach, wieku, i wszystkich tych pokrewnych stanach ducha i ciała. Ostatnio tak mnie naszła filozoficzna, ba, metafizyczna wręcz chęć okiełzania rodzicielstwa w moim wydaniu. Sam na sam sobie chciałbym wytłumaczyć, albo wytłumaczyć siebie, w temacie wszystkiego tego co mnie w hodowli mych rasowych szczeniaczków dotyka.
Pierwsza myśl jest taka, że późne macierzyństwo vel ojcostwo to wyzwanie. Wow! Ale k**** odkrycie 😀. He, he, no tak... Ale do rzeczy, żeby nie wyszło, że szastam jeno banałami. Oczywiście to co powiem jest przesiąknięte (i to bardzo) autopsją. Dodając do tego to, że nie jestem do końca normalny, to obraz rodzica w moim wydaniu nabiera ... hmm ... swoistego wyrazu. Ano nie jestem fanem dzieci. Taaaak, ja zły, ja podły, ja okropny. Ale też nie uważam się za najgorszego na świecie rodzica. Daleko mi do ideału, ale równie daleko do popaprańca traktującego latorośle, jak trzodę chlewną. Oceniam siebie na niższą klasę średnią; trochę więcej niż compact, ale jeszcze nie limuzyna - powiedzmy jakiś passat starszej generacji, o! Ale dobra, bo pier***ę o niczym, a tu fajny film w TV ("Marsjanin") mi ucieka. A będzie dalej o cierpliwości.
Młodzi rodzice dostają szoku, jak pojawia się pierwsze dziecko. Nieważne, czy dobre emocje biorą górę nad złymi, czy na odwrót - to zawsze jest szok. I w tym szoku nie ma miejsca na rozważanie o cierpliwości, tylko trzeba zapier****! Bez zastanowienia, na całego, na sto procent, z całą młodzieńczą werwą i energią krzesaną z młodego ciała i jędrnej duszy. Koniec końców, jak dzieciak wyrasta, to trauma pierwszego rodzicielstwa zabija wszelakie złe wspomnienia. Przynajmniej ja tak mam. Po nastu latach od "pierwszego razu" uważam, że było romantycznie zajebiście. Natomiast mając siwiejący PESEL i powtórkę z rozrywki, przeżywam to (od czterech lat!) znacznie bardziej. Z jednej strony, z całym bagażem doświadczeń jestem mniej podatny na wszelkie wzruszenia ery młodego taty. Z drugiej strony, przy całym tym "utwardzeniu dupy", mam cholernie mało cierpliwości do ogarniania szczeniaka plątającego się między nogami i gryzącego mnie słodko po kostkach. Właśnie to, ten brak cierpliwości, jest chyba najtrudniejszym wyzwaniem ery późnego ojcostwa. Zresztą nie tylko ojcostwa, bo Najlepsza z Żon reaguje na codzienność rodzicielską zupełnie podobnie. Są dni, gdy we dwójkę razem mamy za mało tej cierpliwości na ogarnięcie całej energii naszego stadka. 
Jak to wspomina mój pewien znajomy, równolatek zresztą, który nieco wcześniej ufundował sobie drugą pociechę, "w pewnym wieku nie powinno się zostawać ojcem". Ja bym jednak nie był aż tak pesymistycznie nastawiony. Wszak są przecież też plusy. Ważne aby te plusy przesłoniły wszystkie minusy 😀. Najważniejszym plusem jest to, że późne rodzicielstwo uchroniło mnie od bardzo prawdopodobnego zgnuśnienia (niezależnie od pojemności tego określenia). Mogę postawić tezę, że gdyby nie "odmłodzenie się" cztery lata temu, teraz byłbym siwiejącym, jeszcze nie starym, ale starzejącym się tatuśkiem z jeszcze większym brzuchem, niż mam aktualnie. Jak bym siebie nie oceniał, to uważam, że akurat fizycznie jestem w potencjalnie lepszym stanie, niż mógłbym (hipotetycznie) być. Oczywiście mógłbym też wysnuć teorię, że po odchowaniu Pierworodnej oddałbym się radości życia, ale to raczej nie ja (aż się nawet teraz uśmiecham z niedowierzaniem na taką myśl). Psychika co prawda  jest bardziej zryta przez nieustające bombardowanie mentalno-słowne z poziomu 104 cm, ale może można to potraktować, jak swoiste rozwiązywania krzyżówek przez staruszków w celu potrzymania umysłu na poziomie zdatnym do użytku. Prawda jest taka, że często największą wartością każdego dnia jest te parę chwil, gdy dzieciaki zasypiają i można ... chłonąć ciszę. O tak! Cisza smakuje, jak najlepszy single malt.
Czyli co? Nie jest tak źle...? No nie jest. Trzeba tylko jakoś przeżywać te gorsze dni  i cieszyć się całokształtem, bez zważania na chwilowy... brak cierpliwości.

Ta sobie wymyśliłem, że jak będę pisał kolejne teksty, to w cyklu pod tytułem "Pogodynka" będę ku pamięci spisywał dane o aurze danego dnia. Głupie? Może... Ale żal mi, że nie opisałem dla potomnych pogody tego wspaniałego lata. Bo wciąż jestem pod wrażeniem.

Pogodynka.
Temperatura o godz 5:00 w Zabrzu wynosiła  8 st.C. Godzinę później w Kuźni Raciborskiej, zaledwie 4 st.C. Po południu było max ok 21-22 st.C, co stanowiło całkiem przyjemną opcję. Szczególnie, że słońca nie brakowało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz