Ostatnia suta kolacja.
Ostatnie dwa kawałki sernika.
Ostatnie trzy słodzone kawy.
Ostatnia kromka chleba.
Ostatnie kluseczki do obiadu.
Ostatnie wiele innych ...
Na jakiś czas.
Klamka zapadła. Tatuś się odchudza. Waga jest bezlitosna, a świeżo uprane jeansy stawiają niespotykanie silny opór i materii i duchowi zarazem. Tak oto nastał ten dzień. Dzień sądu, w którym wyrokł zapadł jednogłośnie i bez zawieszenia. Werdykt brzmi: Wykonać!
Ile sobie daję ? Tydzień, dwa, trzy ... Cholera wie. Zależy od efektów.
Plan na pierwszy dzień ? Jaja. Jeszcze mnie nie skręca na samą myśl, ale to przyjdzie nadspodziewanie szybko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz