Jak na razie z prognozowanego upalnego weekendu, za oknem mamy zachmurzenie całkowite i 16 st.C. Jakie to żałosne! Jakie to banalne ... Ludzie ! Mamy przecież połowę czerwca ... ! Rzygać się chce, gdy po tygodniu pracy, gdzie były też dni pogodowo satysfakcjonujące w 100%, gdy nadchodzi pora wypoczynku, to znowu wszystko się zesrało. Ani mi się nie chce podglądać jakichś prognóz, w dupie jej mam.
Wczoraj, zamiast obiadu, grill u znajomych - tak na rozpoczęcie weekendu (pogoda jeszcze jako tako fason trzymała). Plany na dzisiaj wczoraj radykalnie się zmieniły - trudno, trzeba będzie coś innego wymyślić (tylko ta pogoda ...!). No coś trzeba. A jutro niedziela i też raczej bez sprecyzowanego kierunku, chociaż ... o przepraszam!, jednak coś mi się przypomniało. Plany na niedziele jednak jakieś są. Mam tylko ochotę je podrasować nieco :)) Żeby były ciekawsze ... ;) I tu pomoże mi wujek Google.
Na razie po śniadanku. Szklanka ciepłego mleka i siakieś sznitki do tego - żaden wypas, zero finezji, ale ... skutecznie :). Na obiad będzie zupa grzybowa. Od wczoraj moczą się suszone zapasy z zeszłego sezonu. Ale słyszałem, że już można się do lasów wybrać po świeże zbiory. Jakoś jednak o tej porze nie pasuje mi włóczenie się za grzybami. To po prostu nie przystaje do przełomu wiosny i lata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz