FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

sobota, 27 października 2018

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta ... la, la, la...

Pojawiły się choinki i ozdoby bożonarodzeniowe w marketach. To znak, że ... październik. Albo nie, raczej, hmm, że Święta idą??? Ku*wa, do czego ten świat zmierza... Ja pie*dolę! No ręce opadają. Mi, to nawet bardziej. Bo nie dość, że market przypomina mi prosto w ryj, że oto nadchodzi "nieuchronne", to robi to wcześniej, niż onegdaj bywało. Tym samy w cierpieniu oczekiwania będę trwał znacznie dłużej tego roku. 
Poza tym pada... Na razie deszcz.
I jest mi szaro...
... i ... i ... tak w ogóle.
Mam niezmierną ochotę na pato-sobotę (w dodatku jeszcze wierszem piszę...).
A przynajmniej na sobotni wieczór patologiczny, bo większość dnia jednak na nogach i za kierownicą. Z drugiej strony, jeśli w tym rozgardiaszu napatrywałem się na bożonarodzeniowy imidż w październikowe popołudnie, to czyż nie jest to wystarczająco wyuzdane zboczenie, hę? Wystarczy? Wydaje mi się, że taki ładunek emocjonalny, jak choinka o tej porze, w pełni wypełnia znamiona patologii. Nie trzeba tego rasować alkoimprezą, znęcaniem się nad bliskimi czy bieganiem na golasa po klatce schodowej i łomotaniem do drzwi sąsiadów w środku nocy. Poprzestanę na tej skrystalizowanej pato-esencji, jaką wciągnąłem dwoma dziurkami nosa naraz. Jestem wręcz odurzony kreską zapodaną przez miejscowy O'szą. Oby nie skończyło się to sennymi marzeniami o reniferze i tym grubasie w czerwonym szlafroku.

Dobra. Wystarczy tego efekciarskiego, nastawionego na tanią sensację narzekania. O! 😉

Bardzo jesienny tydzień za nami. Taki pizgający złem "piździernik", nie październik. Pogodowo fatalistyczny, to fakt, ale poza tym całkiem, całkiem. Znaczy, że niezły był. Spora burza myśli, niespodziewanie wywołana pewną wizytą, pochłonęła niepotrzebnie życiowej energii, ale nie na tyle, żeby rozwalić system. Szybko piszący się rozdział, jeszcze szybciej znalazł swój epilog. Zawodowo, też nie narzekam. Byłbym malkontentem, gdybym pesymistycznie wypowiedział się o minionych dniach. Perspektywy, też nie najgorsze, ba, być może jeden wielki znak zapytania dostanie wkrótce swoją odpowiedź. Zbytnio daleko jednak nie chcę wybiegać do przodu, bo ... bo nie, i już. 

Wczoraj wizytowo było. Tzn my wybyliśmy z domu. Wieczór w atmosferze do pozazdroszczenia i towarzystwie prima sort. Nawet ONnPR, który dzielnie nam sekundował do późnego wieczora (młodej nocy?), wpisał się elegancko w scenariusz. Zuch! Nie wymiękł mimo późnej pory. Smacznie i wesoło, przy muzyce i degustacji w rozsądnym rozmiarze. Takiego zakończenia tygodnia było mi było trzeba. A to przecież nie koniec jeszcze! Bo i końcówka soboty przed nami, a i jutrzejsza niedziela zapowiada się przemiło leniwie. No morda sama się cieszy na taką perspektywę.

Wiadomością całkiem świeżą jest całkiem realna perspektywa poprawy pogody w przyszłym tygodniu. Meteorolodzy wieszczą powrót, od najbliższego wtorku, słońca i temperatury nieśmiało ocierającej się o "dwie dychy". Czy to możliwe? Byłoby to przemiłe zakończenie października. Kto wie, czy może nie ruszyłbym raz jeszcze ... na rowerowe ścieżki przy takiej aurze i perspektywie wolnych dni pod koniec tygodnia. Ale by było!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz