Trzeźwy na ciele i umyśle ... pomarudzę trochę.
Tak mnie jakoś naszło. Bez krztyny alkoholu, czy innych używek tłumaczących zmianę świadomości, tudzież nastroju wahania.
Kurde, co jest z tym światem, ze mną, że tak szaro banalnie jest wokoło? Napawa mnie niejakim przerażeniem, że ciągnę ten wóz z węglem, a czas smaga mnie po dupie batem. Coś niedobrego się stało, że dałem się zaprząc i nijak nie mogę się uwolnić od tej szarej przeciętności.
Z drugiej strony, co mi pozwala myśleć, że ta przeciętność nie jest mi dana raz na zawsze?
Jestem przeciętny do cna swego psychofizycznego jestestwa. Przeciętnie inteligenty, przeciętnie wykształcony, przeciętnie świadomy siebie i otaczającej mnie rzeczywistości. Pracuję w przeciętnej firmie, z czego jestem przeciętnie zadowolony/nie zadowolony i co daje mi przeciętne środki do życia. Mieszkam w przeciętnym mieszkaniu, na przeciętnie nieciekawym blokowisku w przeciętnie uroczej dzielnicy przeciętnie mało interesującego miasta. Jestem przeciętnie dobrym/złym synem, bratem, mężem i ojcem o przeciętnie nieprzeciętnych oczekiwaniach względem swego dziecka.
Ta przeciętność ciągnie się za mną i przeciętnie często chce mi się i śmiać i wyć do księżyca z tego powodu. Nijakość gryzie mnie po łydkach i szarpie nogawki, a ja uskakując przed tym kąsaniem raz po raz wpadam w kałuże marazmu.
Przeciętnie często nic mi się nie chce. Przeciętnie rzadko mam ochotę na cokolwiek. Jestem przeciętnie permanentnie zmęczony dniem i przeciętnie często żal mi nocy zamieniać na dzień. Jestem przeciętnie często ospały i pozbawiony chęci dokopania sobie w tyłek, aby mi się zachciało. Przeciętnie brak mi zainteresowań i zapału do działania. Jeśli już zapali się coś we mnie to nieprzeciętnie szybko płomień ten wygasa. Tak jak nieprzeciętne marzenia, których płomień ponadprzeciętnie szybko gaśnie zalewany przeciętnością chwili.
I tak nieprzeciętnie sobie myślę, że ta przeciętność jest cholernie wygodna i niewymagająca wybijania się ponad przeciętność, co przeciętnie bardzo napawa mnie obrzydzeniem do ... przeciętności. Amen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz