PKP.
Ile się zmieniło, to doceni tylko taki jak ja, który (poza zeszłoroczną podróżą) nie korzystał z usług kolei przez całe lata świetlne. Powiem więc - choć zabrzmi to niepopularnie - że zmieniło się bardzo, i to na plus. Naprawdę. Nie ściemniam i nie robię sobie jaj. Nie stawiam tego "na plus" w cudzysłów. Szczerze przyznaję, ze podróż koleją jest bardzo fajną alternatywą dla samochodu, bo bez korków, szybko, w miarę wygodnie, w czystych (!) wagonach ... no i można się zdrzemnąć po drodze :) Ale, żeby nie przesłodzić, to muszę łyżkę dziegciu do tej beczki miodu włożyć.
Otóż jest coś, co psuje nowy wizerunek naszych kolejowych przewoźników.
Co z tego, ze mamy nowe dworce, że wszystko kipi kolorami i nowoczesnością, kiedy zakup biletów na jedną podróż w niektórych przypadkach przyprawia o rozpacz niezrozumienia bezsensownych przeszkód do przebycia. Ręce opadają. Otóż nie można kupić w jednej kasie biletu na całą podróż ! Tak, tak, każdy przewoźnik sprzedaje tylko "swoje" bilety, a pasażer biega od okienka do okienka i kompletuje bileciki, jak kolekcję znaczków. Chore, chore i jeszcze raz ... chore ! Absurdalne rozwiązanie. Tak jakby tych kilku przewoźników nie mogło się dogadać w tak banalnej sprawie, jak porozumienie o wzajemnych rozliczeniach transakcji. Nie jestem kurde ekspertem w kwestach gospodarczych, ale nawet dla mnie sprawa jest banalna i prosta do załatwienia. Wystarczyłby odpowiedni system informatyczny, który dzieli bilet na etapy, a kasę między przewoźników. No ale najprostsze sprawy są często nie do przeskoczenia, gdy nie ma chęci porozumienia. I wydaje mi się, że właśnie o to typowo polskie piekiełko chodzi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz