No co ja powiem moim dzieciom?
Taka mnie naszła myśl, gdy w minioną sobotę szedłem wraz z tłumem ulicami centrum miasta świętując Skarbnikowe Gody.
Jak mam im tłumaczyć to, że tam wszędzie gdzie teraz są banki, para-banki, lombardy i apteki, kiedyś, dawno-dawno temu, były normalne sklepy dla ludzi ? Sklepy z kapeluszami, z papciami, z instrumentami muzycznymi, z zabawkami, z artykułami szkolnymi, księgarnie, sklepy z lampami, szewce, zegarmistrze, legendarna Centrala Rybna z legendarnymi kolejkami i aromatem rybackiego portu, a nawet mini piekarenka z najdłuższymi i najlepszymi na świecie bagietkami. Tego już nie ma.
Niektórzy upchali się w centrach handlowych i innych galeriach. Resztę pokrył kurz zapomnienia. Pozostały może małe sentymenty wśród ludzi, którzy pamiętali, że kiedyż na zakupy jechało się do miasta, a nie poza nie. Że kiedyś "na mieście" robiło się te "ważniejsze" sprawunki i z dumą wracało się do domu po takiej wyprawie. A teraz ... ? Szkoda gadać ...
Chyba mam sentymentalny wieczór ... ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz