FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

niedziela, 9 grudnia 2018

Audyt wewnętrzny

Miałem zajefajny tytuł dla dzisiejszego posta, taki epicki, wzbudzający chęć wielką na kliknięcie linka. Niemalże tak intrygujący, jak nagłówki w Super Expressie czy na Onecie. Bo klasycy tworzenia ekscytujących nagłówków, nie tacy może jak dziewczęta od pasków TVP Info, ale z równie przetrawionym do cna tematem wiedzą, że nie treść, a jej reklama jest kluczem do sukcesu. Ponieważ jednak o tej porze już nie mogę użyć w tytule przymiotnika "poranny", toteż przełknąwszy przespaną gorycz porażki, daruję sobie zaginanie czasoprzestrzeni dla lepszego efektu. Z drugiej strony, jakby zaprząc do tego rydwanu kare konie metafizyki, to czymże jest czas mierzony na cyferblacie świata, hę...?
Wyspawszy się nie-niedzielnie w sposób wręcz urągający przyzwoitości, wstałem dzisiaj, tak na dobre, gdzieś koło południa. Nie liczą się wcześniejsze pobudki inicjowane przez Ostatniego Nadzieję na Przedłużenie Rodu, bo to tak, jakby mieć pretensje do wstawania na siku w śródnocnej ciszy. Najlepsza z Żon zrealizowała dzisiaj kupon "... a żebyś mógł sobie czasami tak dospać, jak ja", który to wyemitowała w przestrzeń życzeń k'mojej osobie dni parę temu nazad. Taki dar jest większym szczęściem niż dostanie od kogoś brakującej naklejki na książkę z Lidla. To nawet bardziej wzruszające, niż podzielenie się ostatnią parą potarganych rękawiczek w siarczysty styczniowy poranek skuty lodem. Smakuje lepiej niż makaron z cynamonem posypany obficie cukrem i polany roztopionym masełkiem. Ze wzruszeniem więc przyjąłem więc ten podarunek i ujęty za serce i duszę posypiałem sobie porcjami, aż przez Anioł Pański się przetoczyła moja rejterada z jawy ku sennym marzeniom.
Zanim obudziłem się na dobre, zrzuciwszy wszelakie tekstylia z ciała mego jedynego, wskoczyłem na wagę w kuchni przechowywaną, a potocznie łazienkową zwaną. Nie spodziewałem się niespodzianki równie ekscytującej, jak możliwość odespania tygodnia w dzień święty. A ponieważ nie wysłałem odpowiednich mocy i chęci ku sensorom urządzenia, toteż ono poczęstowało mnie wynikiem o tyleż spodziewanym, co dojmująco bolesnym. Jestem na dnie! Lada chwilą osiągnę ostatni poziom piekła, którego dotykałem stopą jakąś dekadę temu. Wtedy dostatecznie poparzywszy podeszwy, a mający za pazuchą pesel jeszcze żwawy, jak jelonek Bambi wiosenną porą, zerwałem się do walki i zwyciężyłem. Walka była krótka, istny blitzkrieg z użyciem broni skutecznej i miażdżącej siły przeciwnika. 
Po tylu latach od tamtej rozprawy, gdy niejednokrotnie wróg starał się podnieść swój łeb plugawy, a za każdym razem wychodziłem z tarczą z każdej potyczki, dzisiaj zastanawiam się poważnie, jak jeszcze raz rozprawić się z przeciwnikiem. No bo trochę mi sił do walki i ochoty brak. Po całym roku jako takiej aktywności fizycznej, a z drugiej strony braku reżimu kulinarnego, nie tyle jestem rozczarowany stanem swojej kondycji, co raczej zaniepokojony. Fakt jest taki, że rok mijający będąc bardzo burzliwy jeśli chodzi o zdrowotny aspekt mego jestestwa, skutecznie odebrał mi i sił i możliwości, na bardziej intensywne dbanie o siebie. Jakby nie było, jest ... dupa. Jeśli przed rozpoczęciem kolejnego sezonu biegowo-rowerowego nie pookrajam się nieco z nadmiaru tkanki tłuszczowej, nie zrzucę z kręgosłupa nadmiaru kilogramów, to nijak nie rozkręcę się na wiosnę. A przecież ochota by była, oj, i to wielka. No to co? Jeszcze przeżreć czas świąteczno-noworoczny i zacisnąć zęby i przełyk? No tak by, mniej więcej, było trzeba. Chyba nie ma innej możliwości. Wynik przeprowadzonego audytu wskazuje na takie niezgodności z systemem zarządzania jakością, że wskazane uchybienia muszą być usunięte. W innym przypadku, certyfikat zostanie cofnięty. A jak ja sobie wtedy spojrzę w me podstarzałe, acz nadal urocze, oczęta, hę?

Pogodynka.
Listopada ciąg dalszy. Jeśli można sobie wyobrazić najbardziej listopadowy z listopadowych dni w grudniu, to dzisiaj taki jest. Cały dzień leje, wieje, jest szaro i ponuro. Temperatura, już teraz po zachodzie słońca, 6-7 st C.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz