Dwa międzyświąteczne, powszednie, acz nie robocze dni. Jak wykorzystać? Ano najlepiej pożytecznie. I nie mówię o sprzątaniu, praniu, czy innym ogarniania domowych pieleszy, a raczej o sprawach z natury rzeczy wymagających bytności tu i tam w godzinach normalnie niedostępnych w grafiku codziennym. Tak też było i z zaplanowaną wyprawą do naszego municypalnego urzędu w pięknym grodzie Zabrze, żeby uskutecznić zamówienie dowodu osobistego dla Pierworodnej. Nie byłoby warto ani słowa o tym pisać, gdyby... No właśnie. 😀
Urząd z rana, jak to urząd z rana. Nie nazbyt zatłoczony. To cieszy, zawsze. Wchodzimy z Pierworodną. We dwójkę, bo dzień wcześniej zostaliśmy z Najlepszą z Żon odprawieni z kwitkiem (a właściwie bez...), ponieważ nie mieliśmy przy boku naszej jakże już wyrośniętej Pociechy. Okazało się, że mając lat tyle, ile ma, musi własnoręcznie, pod baczeniem municypalnego urzędnika, złożyć podpis swój na wniosku. Jak widać więc, dzisiaj było to drugie podejście do tematu.
Pan, który nas "przyjął" u lady swego okienka, jak na urzędnika Wydziału Dowodów Osobistych, był oschły. I nie chodzi nawet o brak uprzejmości, a o zwykłą gburowatość. No "dzban" pełną gębą! Jakąkolwiek by w necie definicję określenia szukać najbardziej właściwą, to facet z twarzy i zachowania była dzbanem, nad dzbany. W wieku posuniętym bliżej do emerytury niż ja. Z fizjonomii, szpakowatych włosków takich na czerepie, okularów, przypominający mi Marka Niedźwieckiego (z całym moim szacunkiem do Niedźwieckiego!), tyle że z wyrazem twarzy, jakby to właśnie imć Marka wytargali z radiowej "trójki" na zabrzański stołek za ladą urzędu. No poziom nieszczęścia wypisany na twarzy bił się zawzięcie z obrazą majestatu, że musi w robocie siedzieć imć Dzban. Jakby istniał wzorzec "urzędnika do wyrzygania", to facet by dostawał tantiemy za pokazywanie własnej mordy.
Wygląd, to nie wszystko. Oddałem wniosek na ręce czcigodne Dzbana. Pierworodna machnęła podpisik, ja też, zresztą dwukrotnie, bo niby nieczytelnie. Ten orzekł, że ów wniosek jest poprawnie wypełniony - czym mnie jakoś bardzo nie urzekł. Ale być może powinienem to uznać za przejaw łaski i podziękować za sumienną analizę tego, czy własne dane wpisałem bez omyłki. No trochę chyba niewdzięczny byłem. Natomiast pan Dzban zagłębił się w... hmmm ... i tu chciałbym napisać w co się zagłębił, ale ... nie wiem. Ot odpłynął. Wsparty dotąd łokciami o ladę, począłem się wiercić nieswojo. Trochę też dlatego, że ciepło mi już było, a trochę po to aby ruchami swoimi zza szyby, przyczynić się do ocknięcie się pana Dzbana.
Obudził się. I nie zwracając na mnie uwagi, zawołał Pierworodną do siebie, niczym pryncypał swą podwładną. I począł tłumaczyć jej (nadal nie zwracając na mnie uwagi), że to i to na wniosku, i że może sama - bez taty - odebrać dowód osobisty. Kiedy przechwyciłem w locie potwierdzenie, obrzucił mnie spojrzeniem pogardliwym, a ja w wyobraźni swej bujnej niemalże już wizualizowałem sobie karczemną awanturę, jaką mi wytoczy z wysokości swego stanowiska. Ale nie. Zresztą postanowiłem zaatakować pytaniem, na które niechętnie odpowiedział "... tak, pan też może odebrać dokument". Tak sobie myślę, że jego obsceniczne ignorowanie mej skromnej osoby mogło wynikać z jakiegoś irracjonalnego uprzedzenia do moi, jako faceta, bo osobiście to mnie nie zna przecież, a mego wrodzonego wdzięku nie można ot tak, po prostu, ignorować. 😉Wczoraj faworyzował moją Najlepszą z Żon, dzisiaj uroczą mą Pierworodną. Więc albo macho, albo gej, któremu nie wpadłem w oko. 😉
Ha! Powiem szczerze, ze facet made my day. Z rana, po wcześniejszym oddaniu krwi do analizy (bolało!!!), nakręcił mi spiralę dobrego humoru na cały dzień. A tak zupełnie już szczerze, to dzban taki jeden z drugim, budują fatalny wizerunek miejskiego urzędnika. Szczerze mówiąc, ja osobiście mam raczej dobre wrażenia przy okazji bytności w tym czy innym "okienku" w Zabrzu. Ale takiego dzbana to powinno się awansować na palacza w kotłowni, żeby broń Boże! nie miał styczności z petentami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz