"Dzień dobry" bywa dobre. Nie musi wcale być równie pozbawione treści, co "dziękuję" przy odbieraniu mandatu za złe parkowanie. Może być ciepłe i przytulne. Niezależnie od tego, czy kierowane ku całemu światu, czy ku konkretnej osobie. Może być ciepłe, jak żona, tuż nad ranem, wciąż w objęciach snu; miłe, jak "chwila czułej nienawiści" jeszcze przed otwarciem oczu; gorące, jak kubek gorącego kakao, gdy śnieg za oknem; przytulne, jak owinięcie się miękkim szlafrokiem, gdy ziąb na dworze.
"Dzień dobry" bywa dobre, gdy brak mu wyznaczonego celu, spraw do załatwienia terminów i planów. Bywa miłe, gdy otwarcie oczu nie oznacza jednoczesnego zrywania się z łóżka; nieważne prawą, czy lewą nogą. Jest przytulne, gdy nie poprzedza je skrzekliwy ton budzika. "Dzień dobry" nie lubi, gdy się je pogania. Płoszy się i traci pewność siebie.
"Dzień dobry" bywa dobre, gdy za towarzystwo ma dobry czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz