Jakie czasy, taka bajka...
"... część 3. Doktor Konik Morski spławił - w końcu pod wodą się to dzieje - ostatniego klienta. Powolny Pan Żółw jeszcze pokonywał ostanie schody, gdy on już szybko zamykał drzwi. Postanowił dzisiaj szybciej zamknąć gabinet, usłyszał bowiem jakieś dziwne dźwięki dobiegające z góry. Z góry, to znaczy z powierzchni. Popłynął więc czym prędzej ku górze.Wystawił głowę nad powierzchnię. Niedaleko była wyspa. Taka zwyczajna; palmy, piasek na plaży i te sprawy. Na plaży przy stoliku siedzieli: Słoń, Żyrafa i Zebra. Wziął lornetkę, ale niewiele zobaczył, bo woda mu ją zalewała. Popłynął więc szybciutko w stronę wyspy. Wylazł na piasek i na swojej jednej nóżce doskakał do stolika.
- Cześć - rzucił Słoń znad kart, które trzymał długa trąbą.
- No cześć. Gracie?
- Gramy. Zagrasz z nami?
- Nie, no jak, przecież bym wyschnął na tym słońcu.
- Eeee tam, wskakuj do mojej szklani z wodą, to nie wyschniesz.
No i zagrali. I kto wygrał? ... No oczywiście Konik Morski. Słoń, mimo, że taki duży popłakał się i uciekł. Żyrafa wstała od stolika i poszła do pracy. A Zebra do szkoły - bo była najmłodsza. Konik wyskoczył ze szklanki i poskakał z powrotem do wody.
Gdy przypłynął do domu, to był już całkiem bardzo głodny. Otwiera lodówkę, a tam dwie puszki piwa i nic do jedzenia. No to trzeba do marketu po jakieś jedzenie pojechać - tfu! Jakie pojechać? Przecież to pod wodą się dzieje, no nie? Popłynął więc. Podjeżdża (znowu to samo!), to znaczy podpływa, łapie za klamkę, a tu market zamknięty. No tak! Przecież dzisiaj niehandlowa niedziela. No ładnie! Całe szczęście, że tuż obok była "Żabka", więc jednak zrobił zakupy.
Nie chciało mu się jeszcze wracać do domu, więc popłynął do Rekina. (nie, nie on go nie zje, nie martw się. Ten rekin to jego przyjacielem był, a przyjaciół się nie zjada).
- Cześć Rekin!
- No cześć.
- Co robisz?
- Nic - odpowiedział Rekin grzebiąc sobie w zębach wykałaczką.
- Robimy coś?
- Nie. Nie chce mi się.
No to Konik Morski usiadł na ławce obok Rekina. I tak sobie siedzieli i patrzyli na przepływające obok ryby. Płynęły w lewo, płynęły w prawo; zawracały i płynęły potem w lewo, a później jeszcze w prawo. Dwie żółte chyba się nawet pogoniły. A trzy czerwone to się nawet pobiły trochę.
Tymczasem zaczęło się robić ciemno. (Tak Karol. Bo, jak słońce zachodzi za horyzont, to pod wodą też robi się ciemno). A jak robi się ciemno, to robi się trochę niebezpiecznie. Trzeba wtedy uważać na inne rekiny, te złe, na barakudy i groźne ośmiornice. Wszyscy chowają się wtedy do swoich domków, do ukwiałów, do jaskiń podwodnych, do norek.
Zapadła noc..."
- A kiedy czwarta część?
- Śpij, jutro będzie czwarta.
- A będzie sto milionowa?
- Taaaaak. Będzie. Teraz śpij. Dobranoc.
- Dobranoc tatusiu.
Moje bajki zawsze są zupełnie "od czapy"; pełna improwizacja. 😀
Pogodynka.
Noc z piątku na sobotę z przymrozkiem. Jeszcze sobotni poranek, mimo że śłoneczny, długo trzymał 0 st.C. W najcieplejszym momencie dnia może ze 2 st.C. Dzisiaj 3 st.C. Teraz zaledwie 1 st.C i tak jakby nieśmiało prószy śnieg...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz