FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

piątek, 2 listopada 2018

Hello listopad!

Przyroda zwariowała! A mnie się to wariactwo znacznie podoba 😃 I wczoraj we Wszystkich Świętych, i dzisiaj w Dzień Zaduszny, z błękitnego nieboskłonu zerka słońce, a temperatura 20 st.C jest, jak wisienka na torcie. No brawo! Nawet jeśli to jest zwyrodniałym zboczeniem Matki Natury, to ja jestem w stanie zafundować jej wdzianko z lycry i pejcz, żeby dewiację swą pieściła.
Wczoraj przyszło nam poświecić na cmentarzach przy akompaniamencie aury, o której już wspomniałem. Toteż było nadzwyczaj miło i przyjemnie nie marznąć, ani nie moknąc, już o chowaniu się przed pizgającym wiatrem nie wspomnę. Nic takiego! Do tego proszony obiadek u teściowej, a potem kawa i ciacho u nas w gronie mniej więcej tradycyjnym. Na zakończenie dnia kropelki na trawienie i w kimono.

Dzisiaj wstałem z animuszem i planem w głowie ułożonym, jak spędzić ten wolny piątek. Budzik ustawiony na porę około świtania. Wybudzenie się, jakaś pizza z wczorajszego wieczora w roli szybkiego śniadania. Rower już napompowany, oshee o smaku czerwonej pomarańczy, telefony naładowane i jak tylko się rozwidniło na dobre, w drogę. Temperatura na start -  przyzwoite 15 st.C. Słońce, jak tylko wylazło zza horyzontu, szybko podgrzało świat do optymalnego ciepełka. Kierunek Gliwice - tak na początek.
Gliwice przywitały mnie niespotykaną ciszą i pustką. Miałem ominąć centrum i pognać dalej, ale nie mogłem sobie odmówić zajechania na rynek. Lata całe tam nie byłem. A jest pięknie. Rewelacyjnie wygląda odnowione stare miasto - jakkolwiek to brzmi.
Z Gliwic, kierując się rowerowymi drogowskazami, pojechałem do Żernicy. To był mój cel na dzisiaj. A konkretnie to XVII wieczny kościół pw. Michała Archanioła. Naoglądałem się w necie zdjęć i podjarany byłem bardzo na zwiedzenie tego drewnianego kościółka. Fajnie się jechało, więc szybko dotarłem na miejsce. Już z daleka widziałem, że było warto.
Na miejscu małe rozczarowanie. Fakt, budowla urokliwa. Tyle tylko, że wszystkie drzwi pozamykane na głucho. No nie! No tak to nie może się skończyć. Podjechałem więc do pobliskiej plebani z nadzieją, że ktoś mi jednak uchyli drzwi tej świątyni. Początek był obiecujący, bo gospodyni na farze zareagowała na moją prośbę niemalże "nie ma sprawy" ... tylko po księdza pójdzie. No i tu dostałem jednak prztyczka w nos. Wikary ani myślał wpuścić mnie do kościoła. Nawet na chwilę. Nie, bo nie! Przyjechać ... latem. Nie ma, jak bliźni. Nie wiem czym bardziej byłem rozczarowany - samym faktem, że nie zobaczę kościoła od środka, tych niesamowitych polichromii, czy tym facetem w koloratce. Dzwoniąc do drzwi naprawdę byłem przekonany, że nie będzie problemem otwarcie kościoła na 10 minut. Cóż ...
I to by było na tyle. Prawie, bo jeszcze z Gliwic pojechałem do Zabrza oddać zaległe skierowanie do przychodni.

Chyba już też czas na małe podsumowanie moich tegorocznych rowerowych wycieczek. Bo mimo to, że listopad raczy nas 20 st.C, to pewnie dzisiejsza przejażdżka była ostatnia w tym roku.
Przez ostatnie 4 miesiące,w 10 odsłonach; suchą szosą, szutrem, po błocie; w słońcu i deszczu; w zimnie i gorącu; z górki i pod górkę; przejechałem ok 650 km w ramach rowerowych wycieczek (wliczając lokalne przejażdżki, to w sumie 712 km od czerwca br). W euforii oddalania się i z radością powracania do domu. Zamki, pałace, parki, architektura sakralna, miejska i industrialna, a wszystko w przepięknych okolicznościach przyrody. Niespodziewanie wszystko to stało się dostępne na wyciągnięcie ręki - tylko wsiąść na rower i w drogę!
Naładowany mega dawką estetycznych doznań, już zacieram ręce - i nogi - na wiosenne wznowienie.

Tutaj zbiór zdjęć z tych wycieczek : https://photos.app.goo.gl/St5xHQFLtZuFwM8s8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz