niedziela, 22 lipca 2012
Urlopowy foto-urobek
Tak to już, że wakacje, urlop to czas na odkurzenie sprzętu i obcykanie wsio dokoła związanego z wyjazdem. Nie inaczej było i w tym roku. Narodziło się z tego obcowania przeszło 1500 zdjęć, które są już urobkiem po wstępnej weryfikacji i wykoszeniu absolutnie niegodnych świata plików. Takoż te "półtorej klocka", na dwóch kartach SD, przyjechało do domu, jako surowiec na album oddający ducha minionych wakacji.
Po zrobieniu odpowiedniego miejsca w przestrzeni dyskowej zostały zrzucone do folderu DĘBKI 2012 zajmujące zaszczytne miejsce na dysku D.
Jestem po wstępnym przeglądzie materiału i ... rewelacji nie ma. Nie natknąłem się na coś, co by zwalało z nóg, tudzież zapierało dech w piersiach. Miałem jako takie obawy, że to co wiozę do domu, nie jest do końca tym, co chciałbym mieć. Dopiero jednak na dużym ekranie okazało się, że nie były to obawy nieuzasadnione. Ano jest ... średnio ... nijako ... bez rewelacji ... tak sobie ... bez polotu ... ech, jakoś tak po prostu.
Gdzie tego przyczyny ? Można ich szukać w wielu aspektach fotograficznego rzemiosła. Przede wszystkim jednak trzeba podzielić te rozważania na dwie osobne sprawy, które przynajmniej dla mnie powinne iść ze sobą w parze. Tak jak w łyżwiarstwie figurowym, na końcową ocenę składają się punkty za: wrażenia artystyczne i wartość techniczną, tak i ja moje fotograficzne dokonania spróbuję przeanalizować w podobny sposób. Nie sposób bowiem dojść do ładu z problemem, kiedy obok merytorycznie obiektywnych aspektów, pominąłbym moje subiektywne odczucia co do tego, dlaczego nie jestem zadowolony z fotograficznej strony mojego urlopu.
Wartość techniczna - jakość
Kurcze, tego sobie jakoś najbardziej darować nie mogę, bo nad tym akurat zapanować powinienem bezsprzecznie. A jednak wiele mam zastrzeżeń do technicznej strony wielu zdjęć. Wiele banalnych od strony wymagań ujęć jest zaszumionych. I to nie tylko w ciemnych strefach obrazu, ale także w tych jasnych. Dlaczego ? Muszę przyznać, że w tym roku - mając trudniejsze warunki (o czym później) - często korzystałem z automatycznych ustawień. I one mnie zawiodły. A nie powinne. Zaufałem technologii Nikona i ona tym razem okazała się nie taka genialna, jaka powinna być. Dlaczego szumi ? Cholera wie ... Od razu powiem, że nie na wszystkich szkłach, nie na wszystkich ujęciach. O ile nie mam zastrzeżeń do stałki 50/f1.4, która spisywała się elegancko i przy ujęciach bliskich, portretowych (zwłaszcza) i przy ujęciach pejzażowych (!) w każdych niemal warunkach, o tyle już moja ulubiona lufka 55-200 VR już pozwalała sobie mnie rozczarowywać w wielu przypadkach - to boli mnie bardzo, bo ufałem temu słoikowi, jak żadnemu. O 18-55 VR nie wspomnę, bo ... bo rzadko używana była. Pytanie: czy można to zwalić na zużycie sprzętu ??? Z pewną dozą niepewności zadaję to pytanie i nie wiem, czy chcę usłyszeć odpowiedź. Ale o takowym zużyciu można by wnioskować jeszcze z jednego powodu. Otóz miałem problemy z back- i front-focusem, a to już jest dla mnie niezrozumiałe. Jakoś dotąd nie zaobserwowałem kłopotów z ostrzeniem. No chyba, że jakiś mniej wymagający byłem. O wlaśnie! A może moje wymagania się zmieniły, hę ? Kurcze, sam nie wiem. Albo ... albo zatraciłem czucie aparatu z przyległościami dlatego, że nie pieszcze go już tak często, jak dawniej ? Ha ! Może właśnie tu pies jest pogrzebany, może to we mnie jest przyczyna, a nie we sprzęcie ... ? Ukłucie we własną dumę jest niefajne ...
Wrażenia artystyczne - ujęcia
Na samym początku trochę sam siebie, przed sobą samym, usprawiedliwię. Otóż dobre ujęcie wymaga i szczęścia, i cierpliwości, i pomysłu, i warunków, i współpracy "materiału" ... i ... Wszystkiego po trochu mi zabrakło. Skupię się jedynie na obiektywnej stronie tematu. Otóż moja urocza modelka, jako że dziewcze z roku na rok pannicą się staje, to też na modelowanie tatusiowu ochoty po prostu już nie ma. Blee ! Jakże to ?! No tak, ona nie chce już żeby robić jej zdjęcia. Żeby nakłonić ją do współpracy trzeba teraz nie lada zachodu, a i tak wtedy szybko ucieka sprzed obiektywu nie dając tatusiowi szans na pokombinowanie, na dopieszczenie ujęcia, ustawień itd. Strasznie to frustrujące. Szczególnie, że nie jest już słodkim bobaskiem, którego każde zdjęcie rozczulało i fotografującego i późniejszą widownię.
Brakuje mi też, w tegorocznym portoflio dynamicznych ujęć, pełnych werwy i autentycznej zabawy, emocji. Tego brak bardzo. Nie mam też w czym wybierać jeśli chodzi o ujęcia z jakąś głębią emocji, przesłaniem, historią do opowiedzenia.
Co więc mam ?
Najogólniej - nic nowego. Nie wiem czego oczekiwałem po tej dwutygodniowej sesji, ale teraz wiem, że co by to nie było, to tego nie mam.
I znowu pytanie: Czy moje oczekiwania były zbyt wielkie ? Czy wymagałem czegoś, czego z natury rzeczy nie mogłem uzyskać ? Sam nie wiem skąd te rozczarowanie. Można by założyć, że z roku na rok efekt fotograficznych dokonań będzie zawsze lepszy. Ale tak nie jest. Przynajmniej w moim czysto subiektywnym odczuciu. Dotychczas zrobiłem dwa albumy dokumentujące wakacje z 2011 i 2009 roku. Dodam, że albumy przemyślane, dopieszczone. I twierdzę, że i album i sam materiał na album z 2009 roku jest lepszy niż ten z 2011 (obydwa robione w tym samym czasie), a tegoroczny też raczej mu nie dorówna.
No cóż, pozostaje mocno się postarać i wycisnąć to co najlepsze z tego co mam. W każdym bądź razie będę o wynik walczył, jak lew.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz