poniedziałek, 12 listopada 2012
F*** ...
Z całym poniedziałkowym ładunkiem beznadziejności, z garbem na plecach i grymasem na twarzy dogorywam, padam na ryj. Czekają mnie dwa tygodnia analitycznej, niesamowicie żmudnej, a co najgorsze nikomu (?) niepotrzebnej grzebaniny w danych, aby przygotować coś, co nic nie wniesie, a będzie jedynie poraz kolejny przedstawieniem tego, co na codzień pokazuję tym co robię, co na bieżąco relacjonuję. Nie mam się przed czym bronić, nie potrzebuję udawadniać, że nie jestem wielbłądem. Powala mnie tylko to, że faktom oczywistym muszę poświęcic gros swego czasu i tym samym nie zrobię tego, co ważne, co nie znosi zaniedbania, co wymaga pielęgnacji każdgo dnia, każdej godziny, czemu powinienem się poświęcić, aby nie tracić kontroli. Wkurza mnie to. I ręce mi opadają. A ta bezsilność mnie dobija tym bardziej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz