Malkontent jeden jestem taki ...
Sylwester jakich mało, ba, jakiego nigdy nie było - małżonka obudziła mnie na noworoczny toast. Toast nie szampanem, bo jakoś szkoda było otwierać butelkę, żeby li tylko usta umoczyć symbolicznie. O mało co bym nie przespał tej "wielkiej chwili". Ale, jak już się obudziłem, to życzenia krótkie i treściwe poszły, pokaz sztucznych ogni za oknem obejrzany był, to i można było powrotnie zalec na wyrku i wlepić gały w TV. Tak oto bez wzruszenia i entuzjazmu przewróciłem kartkę w kalendarzu.
Mamy 2013. No i ? Chciało by się zaczerpnąć pełną pierś powietrza i odpowiedzieć na to pytanie z namaszczeniem godnym wydarzenia na miarę czasów. Tyle, że żadnego wydarzenia nie było. Nawet trudno o jakoweś wymuszone wzruszenie wywołane promilami, bo na trzeźwo przesiedziana ta noc. Rozpoczął sie kolejny rok i ani mnie to ziębi, ani parzy - zero złożonych obietnic, wykrzyczanych w sobie postanowień i planów, których by nie było już wcześniej. Może to i dobrze, bo rozczarowań będzie mniej. Już jutro wszyscy zapomnimy o tym co było, o tej sylwestrowej nocy, i wrócimy do rzeczywistości tak samo banalnej, mało ciekawej i szarej, jaka była wczoraj, tydzień, czy miesiąc temu. I nic tu 2013 w kalendarzu nie zmieni. Bleee ...
Cudu zmiany daty nie będzie - i już!
Taki mam dzisiaj posrany nastrój jakiś ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz