
Ale po doświadczeniach z lekarzami, kiedy to poziom wkur*****a osiąga max, gdy przelewa się czara goryczy i kipię nienawiścią do wszystkiego co ma związek z tzw. "służbą" zdrowia, to już sam nie wiem co gorsze.
Lekarz pierwszego kontaktu. Persona, która w teorii przynajmniej, powinna się znać choć ogólnie na medycynie. A jak się już nie zna, to korzysta z wiedzy innych, swoich kolegów, specjalistów. Tylko, że konował jeden z drugim musi zwrócić się o opinie, skierować pacjenta tam gdzie należy ! Tyle, że tego nie robi, bo ... bo nie, i już. Bo "przychodnia cienko przędzie", bo "nie ma potrzeby", bo "sami sobie z tym poradzimy", bo "kontrakty się skończyły", bo "terminy odległe", bo "kupi pani/pan sobie coś w aptece", bo ... Albo po prostu zupełna ignorancja i brak chęci pochylenia się nad problemem, co kończy się zbyciem pacjenta.
Tu pojawia się dr Google. A może by tak pogooglać i wyszukać samemu co mi dolega ? Hmm, ekwilibrystyczna nieco figura, ale warto spróbować, bo może gdy rzucić lekarzowi, tfu, konowałowi, parę mądrych zdań, to a nóż widelec temat załapie, hę ?
Udało się! Konował podchwycił sugestie i wypisał skierowanie do specjalisty. Po latach zbywania pacjenta pigułkami !
No to dymamy do poradni specjalistycznej. A tam termin na wizytę - za cztery miesiące. Sprytne. Może wredny petent do tego czasu zejdzie i kłopot zgnije wraz z nim. Posprzątane.
Do k**** nędzy! Tylko po grzyba co miesiąc płacę kasę na opiekę zdrowotną, skoro nie mogę z niej korzystać ?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz