FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

czwartek, 3 stycznia 2013

Rock Of Ages

"Rock of Ages"

Popełnię recenzję. 
I to filmu.
Ale muszę, ale chcę, bo ...



Widziałem oto taki film. Broadway'owski pierwowzór stał sie tematem wielce smakowitego filmu muzycznego. A jak już ktoś lubi musicale, rock&roll'a i podróże w przeszłość, to droga ku autentycznym wzruszeniom otwarta. Pod jednym warunkiem. Trzeba odrzucić kulturowo zadufaną poprawność i oddać się we władanie muzyce ... jaka by nie była.
Dla tych, których muzyczną świadomość kształtowała końcówka lat 80', ten megakolorowy obraz jest sentymantalną podróżą w czasy, kiedy muzyka rockowa była lekka, łatwa i przyjemna, a świat wokół cieszył się ferią barw. Ja należę do tego pokolenia. Gdzieś pomiędzy kiedy zdałem sobię sprawę z istnienia Zeppelinów, Floydów czy Purple'ów, a poddaniu się muzycznemu buntowi początku lat 90' , z grunge'm, czy nową falą post punkową, zaraziłem się rockiem, na którym osnuta jest opowieść "Rock of Ages". Piosenki m.in. Van Halen, Whitesnake, Def Leppard, Poison, Foreigner, Guns 'N' Roses czy Bon Jovi śpiewane przez aktorów grających w tym filmie, są nadspodziewanie udanymi coverami, a już "Paradise City" w wykonaniu Toma Cruise'a (!!!) to już autyntyczne "Wow!". W rolach drugoplanowych można też zobaczyć (i usłyszeć) m.in. Aleca Baldwina, czy Catherine Zeta Jones. 

"Rock of Ages" jest musicalem w pełnym tego słowa znaczeniu. Zdecydowana wiekszość ścieżki filmowej wypełniona jest muzyką i śpiewem. Trudno go porównywać z "Hair" czy "Jesus Christ Superstar", czy nawet z "Mamma Mia", jest po prostu .. inny. Ani lepszy, ani gorszy, po prostu jest wartością samą dla siebie. Do mnie trafił od razu, bo taka muzyka jest mi bliska. Oprócz tego obraz eksploduje kolorem, a to lek w sam raz na szarość za oknem i brak słońca na niebie. 


Polecam. Naprawdę dobry kawałek rozrywki na zimowy wieczór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz