Wtorek - fetorek.
Drugi dzień tygodnia, a jakby się od poniedziałku nie mógł odkleić ...
Zaprzedałem dzisiaj ładnych parę minut życia. Są takie dni, tak bywa. Ale co tam, grunt że koniec końców wyszedłem na prostą. Łeb ciągle trzymam nad wodą.
Wczoraj Dzień Baci u Tuśki w szkole. Były obydwie solenizantki. Potem sernik i kawka w domu. Nie pojechałem na angielski, bo ... bo nie byłem przygotowany ... bo mi się nie chciało.
Ogólnie to mi się nie chce. I jakiś ospały jestem. Albo się tak spalam, albo po prostu taki czas nadszedł, że brakuje mi energii. Wczoraj zasnąłem oglądając mecz (!) Polaków w MŚ szczypiornistów, a dzisiaj mam już za sobą popołudniową drzemkę i to tak mimochodem, ot nieplanowany zgon taki.
Zimowo za oknem zima. Mroźno, śnieżno. Dosypuje po malutku świeżego puchu. Szkoda, że Tuśka na chorobowym, bo można by pohasać z sankami na górkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz