Muszę porozmawiać ze sobą. Poważnie.
No bo co to ma niby być, że czuję coś na kształt tremy przed jutrzejszym egzaminem z angielskiego ? Mało to poważniejszych powodów do napinania się ? Z drugiej strony, to czy aby na pewno jest to zdenerwowanie, skoro dopiero pół godziny temu raczyłem zajrzeć do książki, a przez ostatnie trzy tygodnie temat dla mnie nie istniał, hę ? Weź no się człowieku otrząśnij i nie bredź, bo nudne to jak flaki w oleju ... Brrrr ...
Gadałem też ostatnio ze sobą na tematy milsze i bardziej życiowe, żeby nie powiedzieć, egzystencjalne poniekąd. Tak się pod czachę wkleiła ostatnio myśl słodka sercu memu taka, że aż topniejący za oknem śnieg, jakby na wiwat temu wynosił się precz daleko i na długo. Ciepełko dzisiejszego słonka przenikające przez poliwęglanowy dach basenu, gdy leżałem w ciepłej wodzie upajając się chwilą relaksu, przywołało wspomnienia lata tak silne, że uśmiech na gębie mimowolnie mi zakwitł. Otóż to, wiosna idzie ! I nie ma co już dłużej roztkliwiać się nad cierpkim zimowym losem. Mimo, że luty jeszcze pazurami kalendarza się trzyma, to tak na prawdę zima już ledwo zipie. Wszystko to mówi, że czas przewartościować rzeczywistość i nastroić się na nową częstotliwość nutami ptasiego śpiewu opisaną.
Wymieść resztki stęchłej zimy walającej się po kątach, otworzyć szeroko okna w domach i w sobie, napuścić świeżego powietrza. Zerwać zakurzone kotary i wpuścić światło w każdy zakamarek duszy. Napić się ze strumienia optymizmu i odetchnąć pełną piersią.
Taki plan mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz