FOTOGRAFIA

FOTOGRAFIA
" Mój magiczny FOTO świat" - Zapraszam do oglądania świata subiektywnym okiem mojego obiektywu ...

wtorek, 13 sierpnia 2013

Kwiat wiśni na indyjskim palisandrze

Wschodnie smaki mnie nawiedziły. Słodko, kwaśno, a przede wszystkim ostro. Już nie wystarcza "chińska zupka z tytki" produkcji wietnamskiej ;) Trzeba było coś z tym zrobić.
Wczorajszy wieczór w knajpce "Papaya", z aromatyczną miską słodko-kwaśnej i pikantnej tajskiej zupy z krewetkami (mniami!) i bulionem na bazie mleka kokosowego, oraz smażonym makaronem w dwóch odsłonach, czerwonym curry z wieprzowiną, a także w asyście sushi w różnych odsłonach i czajniczkami aromatycznej herbaty - limonkowo-imbirowej i wiśniowej -, to było to, czego było mi trzeba - dobrego towarzystwa i jedzenia w niebanalnym miejscu. 
Niejako z rozpędu, dzisiaj już na domowo, wschodnich smaków czar dalszy. Tym razem smażony ryż z jarzynami, bambusem, kiełkami, wieprzowiną i sosem sojowym - fantastyczny ciąg dalszy pikantnych aromatów wschodu. Chyba w ten oto sposób zaspokoiłem egzotyczną kulinarną chuć.
Dzisiaj wtorek ... a jakby piątek :)) Tak, tak, właśnie tak, a nie inaczej. Do końca tygodnia mam wolne. Zresztą i dwa minione dni w pracy na pół gwizdka tylko były. Planowana przerwa technologiczna w zakładzie może i li tylko z nazwy przerwą taką była, ale dla mnie to były dwa niespotykanie spokojne dni. Przetrzebione biura, których pracownicy wzięli urlop, stały pustkami, a tym samym i telefony się nie urywały, i mejle nie przychodziły, i nikt nie mędził, nie jęczał, nie miał stu tysięcy problemów i pytań - w końcu można było normalnie, efektywnie popracować :)) Mogłoby tak być zawsze. Szczerze mówiąc dawno tak fajnie mi się nie pracowało.
Jako, że mam dłuuuuuuuuugi weekend, który jest ostatnią okazją tego lata na zrobienie czegoś wakacyjnego, to jutro o niewiadomej jeszcze godzinie pakuję manatki do Międzybrodka. A plany mam wielkie. Wszystko na to wskazuje, że w tym roku odwiedzę ukochaną mą Królową ... Babią Górę :) Ależ jestem podniecony tym faktem ! Minęło ładnych parę lat, jak chłonąłem jej klimat i pełną piersią oddychałem ostrym wiatrem na szczycie. Tym razem nie idę sam. Chciałbym pokazać Tuśce, jak to jest w wysokich górach, których jeszcze nie widziała. Zanim pojedziemy kiedyś w Tatry, niech Babia Góra będzie zaszczytnie pełnić rolę tej najwyższej, skalnej i potężnej, takiej "do zdobycia".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz