Nie narzekam na brak zawirowań wokół mnie, ostatnimi czasy. Doznania te budzą często skrajne, ekstremalne emocje, co samo w sobie nie jest złe. Pod warunkiem, że potrafi się tą wygenerowaną energię okiełznać i ukierunkować. To taka jazda po krawędzi, z adrenaliną na maxa. Mówi się, że co cię nie zabije, to cię wzmocni - tak jest. Pytanie czy wzmocni, czy jednak zabije ? Nieeee, bez jaj ... :) Może w przedponiedziałkową noc biłem się z milionami myśli, ale opanowałem jednak te szarpiące mnie, kąsające duchy.
Tornado nadal się kręci. Wciąga w opasłe brzuszysko coraz to nowe śmieci, ale i kwiaty. Jest o tyle groźne, co i piękne zarazem. Fascynujący żywioł niszczy wszystko na swej drodze, a jednak trudno od niego wzrok oderwać. Skumulowana energia destrukcji, kierując się sobie tylko wiadomą logiką, zmiata z powierzchni ofiary. Ale można mu zejść z drogi, uskoczyć, to nie jest niemożliwe. Trzeba tylko jasno myśleć i nie poddawać się panice. Tak w naturze, jak i w sobie samym.
Kolejne wieści ze świata, tego dalekiego, ale i tego tak bliskiego, jak ciału koszula, bombardują mnie zawzięcie. Ja chłonę to wszystko i układam do właściwych szufladek. Przetwarzam dane i wyniki obdarzam uśmiechem i wzruszeniem bądź grymasem i wściekłym wyciem. To nie jest tak, że wszystko jest czarne. Są też chwile jasne, białe, radosne. Ważne aby wszystkiemu nadać wartość, na jaką zasługuje. Przewartościowanie tego co mnie otacza jest tym, czego nie uniknę. Proces ten ma wartość samą w sobie, ale najważniejsze jest do czego prowadzi - do uporządkowania rozchwianych kładek, po których kroczę coraz częściej łapczywie łapiąc równowagę. Ale mam wielkie nadzieje ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz